22 lis 2012

ZBALONIAŁAM

Dzisiejszy dzień sponsoruje słowo: tumiwisizm
Po emocjonującym weekendzie i tygodniu, dzisiaj jestem jak balonik. Ale taki z którego powietrze już było uleciało i jest z deczka skapciusiany (neologizm :)
A zatem taki będzie i ten post.
Byłam na tych andrzejkach w połowie listopada, tak?
W każdym razie było fantastycznie!
Super miejsce, naprawdę.
Wielkie siedlisko z różnymi atrakcjami. Cudownie położone. A przynajmniej tak mi się wydaje... bo ciemno było na dworze, jak zajechaliśmy :) W każdym razie sielsko było, tak jak lubię. I wielką stadninę koni tam mają. Z miejsca więc zobaczyłam się oczyma wyobraźni kłusującą na rączym koniu (a wiatr rozwiewał jej włosy;).... i Gutka, który wpada w panikę.
Mówiłam Wam, że oprócz psów lubię jeszcze konie?
Kiedy pierwszy raz dosiadałam jako dziecko jednego, to pani się mnie pytała, czy już kiedyś to robiłam bo zrobiłam to tak fachowo, jakbym się w siodle urodziła....
Nie, że się chwalę. Tak troszku tylko :)
No ale co...
Sama impreza, ekhem, ekhem... wypiłam 6 lampek wina - to dużo jak na mnie. Normalnie miałabym już niezłą śrubę, tymczasem nie byłam nawet na lekkim rauszu. Zakładam więc, że te beczułki były chrzczone, bo jak inaczej.
Przyczepić bym się mogła również do muzyki i kapeli, bo nawet ja jako człowiek, któremu słoń na ucho nadepnął słyszałam że laska, która śpiewa prezentuje poziom mniej niż zero.Jak się towarzycho ośmieliło to skandowali "pani już podziękujemy"
A ona, czajcie, tak się wczuwała, jak prawdziwa piosenkarka :)
Nie mogłam od niej oczu oderwać. Wiosenka nasza. Czerwone kozaczki. Żółta sukienka i zielone korale i za duże okulary do drobniutkiej twarzy.
Ale nie ma tego złego, tak?
Mieli takie żarcie, że szok! Chłop mnie musiał odciągać od szwedzkiego stołu, bo nie wiem czy by mi spodnie wytrzymały.
Powiem szczerze, że jeszcze na żadnej, nigdy imprezie nie trafiłam na tak dobre jedzenie. Jaki mieli smalcuszek i masło czosnkowe - no palce lizać. i ziemniaki pieczone w żarze i różne mięska i sałatki... no pychota! Normalnie musiałam sobie zorganizować pojemniczek na to masełko i smalec, żeby na śniadanko zachachmęcić odrobinkę, bo popadłam w jakiś amok.
Na drugim końcu stołu poszła plota że mam tasiemca.
dlaczego?
o co cho?
Nie muszę chyba dodawać, że wracałam jak balonik, co?
Taki dobrze napompowany!
Skoro już tak dzisiaj z balonikami się porównuję

Poza tym co?
Ano jak tradycja nakazuje, pod koniec roku spłukujemy się masakrycznie!
Wyjadamy zatem resztki z zamrażalnika, a ja odkopuję nowe-stare przepisy na ziemniaki.
Bo te mamy za free od teściów.
Czy wy wiecie ile dań można z nich przygotować?
Wiecie?
Doceniacie chłopaków?
Bo ja właśnie zaczęłam :]
Jeszcze tydzień i wam tu wyjadę z jakąś epopeją do kartofelka.
Jak babcię kocham! :)

Coś Wam jeszcze chciałam  napisać....hmmm
A! Wiem!
Wiecie, że nikt nie zauważył, że obcięłam włosy?
No M i Gutek tak, ale poza tym nikt!
Zawsze wszyscy mówili "ale ci włosy urosły", a teraz nikt nic nie mówi....
wtf?
że niby tak źle? czy, że normalnie tak?
lepiej nie wiedzieć :)


16 komentarzy:

  1. Szkoda,że Ci z balonika uleciało,bo Julitka zakłada klub wesołych grubasków....a miejsce sekretarki już zajęte :p Z tymi andrzejkami u Ciebie to tak jak z Sylwestrem u Lejdis haha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam długo zastanawiać się o jakie Lejdis chodzi... i w końcu przypomniałam sobie :) niestety film nie należy do moich ulubionych i wymazałam go z pamięci :)

      Usuń
  2. na lekkim rauszu, zawsze jakoś bawi mnie to stwierdzenie :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. 6 lampek? Ale pełnych jak na normalnego człowieka przystało czy w 1/3 pełnych tylko - jak się nalewa niby to profesjonalnie... Bimbać profesjonalizm - ja jestem mało kulturalna jak o takie pierdoły chodzi. Kielich jak... nawiązując do motywu przewodniego posta ;-) - balon a w balonie kapka wina ;-). Więc jak piłaś jak człowiek to fakt - musiało być chrzczone a jak profesjonalnie to nie wypiłaś 6 a 2 lampki.

    Nie widziałam tych Twoich nowych włosów - więc się nie wypowiadam... ;-).

    Andrzejki w pół listopada się nie liczą!!! Ale dobrego jedzenia, o którym piszesz to już mi się chce! Ratunku, poranek w pracy, ja w brzuchu mam tylko kawę na czczo a Myska o smalczykach i masełkach czosnkowych. Litości!

    Kartofel to nasze dobro narodowe. Zapodawaj wariacje na jego cześć czym prędzej! Bo i ja mam ich za friko całą pastorczykowską piwnicę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak człowiek Amishko....to była wielka altana, a nie pałac... ja w spodniach i bluzce, a nie w odświętnej kreacji... lampki więc normalne, a nie elegancko nalane :)
      Zapomniałam o wysłaniu zdjęcia... przepraszam, miałam bardzo intensywny tydzień :-/ Poprawię się :)

      Usuń
  4. ojjjj tak się naopisywałaś o tych pysznościach, że aż zgłodniałam!! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana, więc po kolei, od końca.
    1. Nie zauważyli, bo tak pięknie wyglądasz, że Ci normalnie zazdroszczą i ta zazdrość ich tak zżera, że słów im brak. Ot co! ;-P
    2. Kartofelki to i u nas składnik jakich mało! Można z niego zawsze wyczarować COŚ! Jak lodówka jest pusta i NIC w niej nie ma, to zawsze można jakieś cudo wyczarować z ziemniaków. Tygrys oczywiście ma te zdolności, nie ja. ;-)
    Np. pokrojone drobniutko ziemniaki, cebula, trochę marchewki, papryka (wszystko resztki z lodówki), jakiś por, odpowiednie przyporawy i mniam mniam! ;-D
    3. A co do tej imprezy, to wiadomo. JA rozumiem Cię bez słów. ;-P
    Nie pierwszy raz posądzają mnie o tasiemca. I wszystko bym wybaczyła, i tą muzykę i tą panią (skąd oni takie biorą??!) jakby takie żarcie było! ;-))))
    Bym tam z Tobą całą imprezkę przy tym szwdzkim spędziła! ;-D
    4. Po 6 lampkach to Ty tam powinnaś śpiewać, zamiast niej! O!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ad.1.
      Ja wyglądam po prostu zwyczajnie... tak długo nosiłam boba, że moje długie włosy stanowiły sensację.... na krótkie nikt już nie zwraca uwagi :)
      ad2. ooo widzisz... ja na przykłąd bardzo lubię zapiekanki ziemniaczane różnego typu :)
      ad.3. wiadomo :) stolik miałam zaraz przy szwedzkim stole, więc mogłybyśmy siedzieć i i jelita faszerować:)
      ad.4. oooo włąśnie. czyli że chrzczone wino było! :)

      Usuń
  6. Ta ziemniaczana potrawka, o której wspominałam, to oczywiście podsmażona na patelni. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie zaraz udam się po chlebek ze smalczykiem.;) Nie wiem dlaczego, ale na tym najbardziej skoncentrowałam swoją uwagę. Chyba przytyję.;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz smalec w domu? :)
      ja chyba się pokuszę o zrobienie niedługo bo mnie najszło strasznie :)

      Usuń
    2. Właśnie zawsze w listopadzie zaczynamy na niego sezon.;)))

      Usuń
  8. Wiesz co, bo to wszystko przez to, że to przed-andrzejkowa impreza była.
    Bo ja na tej swojej (chyba bawiłyśmy się w tym samym tyg, tylko ja w pt) też wypiłam tyle, że byłam zdziwiona swoimi możliwościami, bo nic mi nie było, nawet głowa w sb nie bolała.
    I jedzonko było takie, że klękajcie... jak sobie przypomnę ten smak pieczonego schabiku ze szpinakiem, pycha ;)

    A na lekkim rauszu będziemy na andrzejkach, już tych ostatnich ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...