Dobra dziewczyny (zainteresowane), nastawiłam wczoraj ten zakwas na chlebek.
Bardzo dbam o niego, a on nic. Serio. Stoi ta mąka żytnia, a ja się na nią gapię co chwila, ale nie widzę różnicy. Może za zimno mamy? Miskę wzięłam przezroczystą i widzę. Dzisiaj od 11.00 przez dwie godziny, co kilka chwil zerkałam na zegarek czy to już upłynęła doba i punkt pierwsza wystartowałam, żeby dołożyć następną porcję ;)
Bardzo dbam o niego, a on nic. Serio. Stoi ta mąka żytnia, a ja się na nią gapię co chwila, ale nie widzę różnicy. Może za zimno mamy? Miskę wzięłam przezroczystą i widzę. Dzisiaj od 11.00 przez dwie godziny, co kilka chwil zerkałam na zegarek czy to już upłynęła doba i punkt pierwsza wystartowałam, żeby dołożyć następną porcję ;)
M się ucieszył, że w końcu porządny żurek zje.
I teraz nie wiem.
Czy mogę potem sobie uszczknąć odrobinę tego zakwasu i zrobić mężowi porządny domowy żurek? Nie wiecie?
Bo to jakoś chyba podobnie, a zakwas to zakwas? Czy nie?
Anybody?
Bo to jakoś chyba podobnie, a zakwas to zakwas? Czy nie?
Anybody?
A skoro już przy jedzeniu jesteśmy, to coś mam pod „o”. W sensie, że pod klawiszem „o”. Zapewne jakiś okruszek. Co piszę jakieś słowo z literką „o” to muszę się cofnąć i kliknąć jeszcze raz. Mcno …. O! sami widzicie! Mocno i dOsadnie! N! No! O!
Opowiedzieć wam coś?
(-Nieeeee!!!!
- No to wam opowiem)
Ze dwa tygodnie temu M posiał trawę w ogrodzie. Teren mamy dość krzywy do tego pochyły, i były miejsca, na które musieliśmy nawieźć ziemi w zeszłym roku, żeby to jako tako wyglądało. No i po zimie gdzieniegdzie zaczęła rosnąć sobie trawa, a gdzieniegdzie zostały gołe, bure placki. No i na tych plackach M wysiał trawę. W zeszłym tygodniu patrzymy, a ta trawa się przebiła i rośnie w górę…
Ale jakaś taka dziwna nam się zaczęła zdawać.
Wczoraj M zrobił przegląd, zaczął macać, głaskać, oglądać, nawet zjadł kawałek coby się przekonać czy smakuje jak trawa. (nie wiem skąd on wie jak smakuje trawa, ale to nic;) No ale jak skosztował to się okazało, że nie wie, ale jemu to na trawę nie wygląda.
No mnie też nie.
Ja się co prawda nie znam za bardzo, ale kurka mój mąż już bardziej, nie?
Więc wygląda na to, ze muszę szanownych państwa zaprosić latem na żniwa i czy ktoś miałby ewentualnie kombajn pożyczyć? Bo inaczej z tarasu prosto w jęczmień czy inne żyto będziemy wchodzić ;)
Hurrej! Zawsze o tym marzyłam! ;)
Ale jakaś taka dziwna nam się zaczęła zdawać.
Wczoraj M zrobił przegląd, zaczął macać, głaskać, oglądać, nawet zjadł kawałek coby się przekonać czy smakuje jak trawa. (nie wiem skąd on wie jak smakuje trawa, ale to nic;) No ale jak skosztował to się okazało, że nie wie, ale jemu to na trawę nie wygląda.
No mnie też nie.
Ja się co prawda nie znam za bardzo, ale kurka mój mąż już bardziej, nie?
Więc wygląda na to, ze muszę szanownych państwa zaprosić latem na żniwa i czy ktoś miałby ewentualnie kombajn pożyczyć? Bo inaczej z tarasu prosto w jęczmień czy inne żyto będziemy wchodzić ;)
Hurrej! Zawsze o tym marzyłam! ;)
Poza tym kret nam kawałek ogrodu przerył.
M: myska, dobrze by było, żebyś wyszła jutro z samego rana z łopatą i się na niego przyczaiła
Ja: że niby po co mi ta łopata?
M: no jak się wychyli to go pacniesz i on wtedy kaput, ok?!
Ok. Kaput. Ja wol (ja wol ja wol ja wol ich liebe alkohol). Kartoffelsalat. Danke
Sorry, ale ja ze ściany wschodniej i my tu pa ruski bardziej, da?
Ale czujecie?
Staję nad dziurą. Czekam w nieskończoność aż się ukaże czarny łebek. Ukazuje się. Biorę zamach. Z moim astygmatyzmem i chęcią trafienia na pewno omijam go o jakieś pół metra. Kret się wkurza, że go straszę po nocach i zaczyna mnie gonić.
Hellllooooouuuuu, ja się wychowałam na czeskim kreciku! To była jedna z moich ulubionych bajek. Bo na przykład takie muminki to luz, każdego po kolei mogę rąbnąć łopatą, za to, że mnie po nocach straszyły i wredną Małą Mi także, ale krecika? Weeeźcieee.
Poza tym krety mają swoje łopatki, tak? widziałam w bajce, tak?
A jak zechce mi oddać? Wiadomo co takim krecikom w główce się zalęgnie?
Ale czujecie?
Staję nad dziurą. Czekam w nieskończoność aż się ukaże czarny łebek. Ukazuje się. Biorę zamach. Z moim astygmatyzmem i chęcią trafienia na pewno omijam go o jakieś pół metra. Kret się wkurza, że go straszę po nocach i zaczyna mnie gonić.
Hellllooooouuuuu, ja się wychowałam na czeskim kreciku! To była jedna z moich ulubionych bajek. Bo na przykład takie muminki to luz, każdego po kolei mogę rąbnąć łopatą, za to, że mnie po nocach straszyły i wredną Małą Mi także, ale krecika? Weeeźcieee.
Poza tym krety mają swoje łopatki, tak? widziałam w bajce, tak?
A jak zechce mi oddać? Wiadomo co takim krecikom w główce się zalęgnie?
![]() | |
| Ściągnęłam z netu, ale nie zapisałam sobie źródła. W każdym razie to nie moje dzieło ;) |
Skoro już przy ogrodzie jesteśmy to rośnie nam takie dziwne coś… oprócz tego zboża, nie? Wygląda trochę jak szczaw, w taki kępkach, ale korzenie to ma jak pietruszka. Rozsiało się cholerstwo po całym ogrodzie i wczoraj M wykopał tego całą górę, dzisiaj następną, a jutro moja kolej – ha, ha, ha, się pośmiejemy :D
*
Korzystając z okazji, że jedna babcia nam zjechała, oddałam dzisiaj Gutka pod jej opiekę i uderzyłam w miasto. Jakoś w czasie zbiegłam się z M, ale że obiadu dzisiaj nie gotowałam wcale, a żołądek zaczynał zajadać sam siebie i za moment miał się wziąć za kręgosłup, tak zadzwoniłam do męża mego, że może on też jest głodny (w końcu chłopu po pracy obiad się należy, nie?;) i że poczekam na niego w takim jednej knajpce, gdzie można różne smakowite rzeczy zjeść (o ile ktoś fast-foody lubi;)
No i co?
Ano, pierwsza dotarłam na miejsce więc złożyłam zamówienie za siebie i za M od razu. Pani wywaliła na mnie gały, bo dwa worki cementu nie mają prawa tego wszystkiego zjeść, nie? ale to nic. to jeszcze pikuś.
Usiadłam sobie najbliżej drzwi, a zatem najdalej od barku i czekam co się będzie działo
Za chwilę słyszę:
- herbatka z cytryną dla pani!!
Tup,tup, tup. Idę. Odbieram. Luz.
Za kolejną chwilę
- zestaw sałatek dla pani!!!
Tup, tup, tup, idę, odbieram, widzę w spojrzeniach innych kpinę: „taka, to tylko na sałatkach pewnie jedzie”. Ale luz - se myślę - jeszcze zobaczycie.
No i co?
Ano, pierwsza dotarłam na miejsce więc złożyłam zamówienie za siebie i za M od razu. Pani wywaliła na mnie gały, bo dwa worki cementu nie mają prawa tego wszystkiego zjeść, nie? ale to nic. to jeszcze pikuś.
Usiadłam sobie najbliżej drzwi, a zatem najdalej od barku i czekam co się będzie działo
Za chwilę słyszę:
- herbatka z cytryną dla pani!!
Tup,tup, tup. Idę. Odbieram. Luz.
Za kolejną chwilę
- zestaw sałatek dla pani!!!
Tup, tup, tup, idę, odbieram, widzę w spojrzeniach innych kpinę: „taka, to tylko na sałatkach pewnie jedzie”. Ale luz - se myślę - jeszcze zobaczycie.
Minutę później
- hamburger z kurczaka dla pani!!!
- hamburger z kurczaka dla pani!!!
Tup, tup, tup, idę, odbieram. „ooooo to jednak nie tylko liść sałaty raz na tydzień?”
Ha, ha, ha, macie łachudry!
Ha, ha, ha, macie łachudry!
Zamówiłam jeszcze frytki bo mi zapachniało, nie?
2 minuty później
- kebab w bułce i frytki dla pani!
Tup, tup, tup. Idę. Odbieram. Wracam do stolika jak gwiazda, nie? Wszyscy na mnie gapią, a z buzi im się sypie….
… i zaczynam konsumować...
2 minuty później
- kebab w bułce i frytki dla pani!
Tup, tup, tup. Idę. Odbieram. Wracam do stolika jak gwiazda, nie? Wszyscy na mnie gapią, a z buzi im się sypie….
… i zaczynam konsumować...
...wbijam widelec w sałatki, kosztuję hamburgera, kebab, frytki, łyczek herbatki… upajam się chwilą....
jest fajnie...
... za minutę wchodzi M, zabiera mi większość sprzed nosa i psuje atmosferę
;)
;)
I jeszcze mówi: Myska, ale dziwnie bez Gutka, nie? Jak na randce jakiejś.
Że niby co? Dziwnie się ze mną na randki chodziło? :>
Że niby co? Dziwnie się ze mną na randki chodziło? :>
PS1.Knajpa owa to nie Makuś, porcje tam są naprawdę potężne. Kebab jest jak moja głowa. Serio.
PS2. Sorry, nie mogłam się powstrzymać :)


Co do Krecika to widziałam kiedyś jak odbierał poród zająca (pani zając ma się rozumieć ale nie wiem jak nazwać samicę zająca). Normalnie z właściwej strony wielka dziurą wyskakiwały małe zajączki, hehe. Bardzo pouczająca bajeczka dla małych dzieci.
OdpowiedzUsuńA to coś zamiast trawy to może jakis szczypiorek, hihi albo kwiatki....dajmy na to szafirki rosna w takich kępach i ich listki trochę jak trawa :))
Figa, wiem! widziałam ten odcinek! :) jako dorosła osoba, nie dziecko. Kiedy byłam dzieckiem to kochałam krecika b był dobry, zawsze wszystkim pomagał, zawsze się uśmiechał i ogólnie in plus mi bajka wychodziła... bo taki miś uszatek to mnie strasznie przybijał - to pamiętam dokładnie (nie mówiąc o muminkach;)
UsuńTo zamiast trawy to nie wiem, to są pojedyncze źdźbła, żadne tam kępki... normalnie jak zboże wygląda... jak nie zgęstnieje bardziej do przyszłego tygodnia, to zacznę się poważnie martwić :)
szczypiorek i szafirki niestety wykluczam, bo wiem jak wyglądają i to nie to... chociaż z jednego i drugiego bardzo bym się ucieszyła :D
Ale się uśmiałam. szczególnie z tego zboża w ogrodzie. U mnie też różne zaskakujące rzeczy rosną i chyba muszę jakiś atlas roślin nabyć, bo biologie to ja dawno temu miałam i teraz czasem mi głupio jak dzieci pytają co to za roślinka, a ja nie mam pojęcia. A mój mąż ma taka grę komputerową gdzie sie jezdzi traktorem albo innym ciągnikiem, sieje, orze, zbiera itp. takze zapragnął, aż zostać rolnikiem i jakby co to wirtualny kombajn wam prześlę ;)
OdpowiedzUsuńzdjęcie ostatnie- super, aż sobie podbiorę. Pozdrawiam wiosennie
haha, spoko... dobrze, że chociaż na wirtualny kombajn mogę liczyć :)
UsuńZ tym atlasem roślin to bardzo mądry pomysł... mnie też by się przydał :)
Zdjęciem proszę się częstować do woli... (nie moje więc ochoczo rozdaję hihih)
Zainteresowana śpieszy donieść, że do swojego nie zaglądała, oprócz karmienia. Raz dziennie i basta. Aktualnie mój został uśpiony, jutro rano go wybudzę i w sobotę wyrobię chlebuś, żeby mógł sobie spokojnie wyrosnąć.
OdpowiedzUsuńA co do żurku, to pojęcia nie mam. Wiesz, że ja całkowity ignorant w temacie byłam, dopiero się uczę. Ale znam jedną specjalistkę, moje chlebkowe guru :)
Ale Ty pięknie wszystko potrafisz opisać :D Już sobie nawet wyobraziłam małą Myskę polującą na małego Krecika, no i ta walka na łopatki... Ale dobrze, że odpuściłaś, Krecika szkoda, chociaż szkodnik. Muminki co innego... ;p
A na żniwa się piszę. Na ochotnika! Taką frajdę miałam jako dziecko u babci, chętnie sobie przypomnę :)
Mina tych ludzi, w knajpce musiała być bezcenna, chciałabym to zobaczyć :)
PS Rozłożyłaś mnie tą fotką, bomba! :DD
Buzi
Ty, no bo ja mam przezroczystą tą miskę, a coś mi się koleboce po głowie, że moja babcia wszystko kisiła w takim glinianym garnku... i zniosłam swój ze strychu, ale mi się zdaje za mały... kurde no. I wpakowałam to wszystko do plastikowej miski bo inne używam non stop :)
UsuńMuszę potem do Mamyeli wystartować z pytaniami. Bo mi się trochę uzbierało :)
Lilijko, to teraz uważaj... ja jestem do tego stopnia ignorantką, że w życiu nie byłam na żniwach :) Moje babcie zawsze były w mieście i mimo licznych upraw za zboże się nie brały :)
Jakby co, to wiem gdzie cię szukać, będziesz mi mówić co mam robić, żeby nie stać jak głąb :)
Ja też w plastikowej robiłam. Ale urosło sporo tego.
UsuńA w gliniaku też kisimy różne rzeczy, a najczęściej ogórki :)
Mamaeli przeżyła lawinę moich pytań i na wszystkie mi pięknie odpisała, myślę że się nie obrazi jak będziesz pytała :))
Poważnie???
Nie miałaś nikogo na wsi? Ja tylko na wsi mieszkałam, i mieszkam! Babcia miała jakieś uprawy, więc z rodzicami tam śmigałam do pomocy. Dla mnie to była zabawa, ale dla nich ciężka praca... I to jeszcze było sprzed ery kombajnowej :) Fajnie tak sobie przypomnieć :)
A kiedy zaczęło ci to rosnąć? Tak od razu? Czy dopiero za jakiś czas?
UsuńTo jak Mamaeli taka dzielna, to moze i mój najazd pytaniowy przeżyje :)
Poważnie z tą wsią. Wszystkie moje koleżanki z podwórka, wraz z początkiem wakacji wyrzucały książki i jechały na wieś, a ja jedna szłam obładowana z biblioteki coby sobie rozrywkę na dwa miechy zapodać :) Czasem się zdarzyło, że jakieś porzeczki czy inny agrest musiałam oberwać, ale na żniwach nigdy nie byłam :)
Ja to zupełnie jak Myska z tą wsią. Całe życie w mieście. :-) A żniwa pierwszy raz widziałam dopiero tutaj, na Tygrysowej wsi.;-)
UsuńDziewczyny, jeśli chodzi o ten chlebek to chylę czoła normalnie, no! Mnie to się to wszystko takie skomplikowane wydaje, że nie wiem, czy kiedykolwiek się za to zabiorę! Ciekawe jestem, co Wam wyjdzie. :-D
Wydawało mi się, że pisałam coś o bąbelkach, ale już się pogubiłam. Jakiś ciężki dzień dzisiaj :)
Usuńto jeszcze raz :)
Tak od razu to nie, ale po dwóch karmieniach bąbelki się pokazały. A po 5 to całkiem sporo ich było. Teraz śpi w lodówce, ale faktycznie śpi, bo jak wczoraj zajrzałam, to kompletnie nic się w słoiczku nie dzieje.
Też jestem ciekawa, co to z tego będzie :)
Są! Znaczy są bąbelki! Są! Hurrra! Może jednak coś z tego będzie :)))) oł jeee!
UsuńLilijka, poczytałam trochę u Mamyeli komentarze i odpowiedzi i sobie trochę wyjaśniłam więc moze już nie będę dziewczyny niepotrzebnie gnębić. Ale kurcze no, chylę czoła, fajna jest i faktycznie ma cierpliwość do ludzi :)
Julitka, to i tak jesteś lepsza, bo ja żniwa to tylko z daleka gdzieś przejazdem :)
A co do chlebka to się nie napalam, że ten pierwszy mi wyjdzie jakiś imponujący, albo jakikolwiek do zjedzenia... "pierwsze śliwki robaczywki", a potem już z górki ;) Chyba :)
No widzisz. Mówiłam, że się pokażą :)
UsuńOj będzie, pewnie że będzie... Chlebuś będzie, a co! :)
Nooo, mi to już głupio było pisać, bo tak po kilka razy pisać ludziom to samo, to trzeba mieć cierpliwość... A fajna kobietka, fajna :)
Oooo (u mnie działa - póki co ;p)
Widzisz, to ja tak samo myślę jak Ty.. z tymi robaczywkami i górkami :)
:D krecika nie musicie mordować, wystarczy go "podlać" i popłynie w siną dal ;) Ja też go lubię (ten drugi obrazek jest świetny :)) czytamy z Julą ostatnio książkę "Krecik i parasol", więc krtek "zalicza" kolejne pokolenie :))
OdpowiedzUsuńjak Ci zboże urośnie będziesz mieć własną mąkę na chleb :D to już tak mega ekologicznie ;)
takie randki od czasu do czasu są fajne i zmywać nie trzeba ;)
PS dostałaś maila ode mnie? :)
Podlać? Wodą? W sensie nalać w otwór? Dużo tego trzeba mu tam wlać?
UsuńJa nie wiem, ale mój teść twierdzi, że łopata najlepiej skutkuje ;)
Ale nad tą ekologiczną uprawą jestem w stanie się zastanowić :)
Randki Kobieto nam się tak rzadko zdarzają, ze aż nie wiemy jak się zachować jak nie ma przy nas Gutka :-/
Maila? O! Może na drugą pocztę... musze sobie jedną zrobić, bo tamtą rzadziej sprawdzam. Lecę sprawdzić! odpiszę! buźka
no wodą - dużo. Mój dziadek jeszcze jakieś śmierdzące paskudztwo zasypywał ale skoro jest Gutek i Gutek pewnie używa czasem łopatki w celach wiadomych, to nie polecam ;))
UsuńA zakwas zrobiłam we wtorek, wczoraj dokarmiłam i mi się ruszył dopiero teraz :) Może ta pierwsza porcja taka mało ruchliwa jest ;) tu wysłałam: pocztamyski2@gmail.com
No właśnie ja nie bardzo chcę chemii używać, bo jest Gutek i jak się ogrodzimy, to pewnie i pies się jakiś pojawi, ale woda jest ekologiczna, więc uszłaby za metodę :)
UsuńTy, ja też we wtorek zrobiłam... posta pisałam wczoraj, więc zakwas robiłam we wtorek (o ile dzisiaj już czwartek;). Dzisiaj go będę drugi raz dokarmiać... mam wrażenie, że jest ciut lepiej, ale szału nie ma :)
Jak się nie weźmie za bąbelkowanie to go postawię koło pieca :)
Odpisałam :)
Przerobię sobie te poczty kiedyś, żeby problemu nie było... ale teraz Gutek woła :)
Może zdjecie tej dziwnej trawki umieść na blogu to ktoś skojarzy co to moze być, bo wiesz zeby Ci tam jakieś palmy kokosowe nie wyrosły, bo trochę tak głupio, tak?
OdpowiedzUsuńKretek- fajna scenka:)
Ty wiesz, ze mi przyszło do głowy żeby fotkę temu cyknąć? Ale poczekam jeszcze kilka dni... bo jak wyjdzie z tego trawa, to będzie trochę obciach :)
UsuńAle tego chwasta może sfotografuje i ktoś mi powie czym to zwalczyć :)
Kretek - miodzio :)
Kretek miodzio, ale Facecik to tak skromnie;)
Usuńno właśnie Stokrotko, facecik przezabawny :)
UsuńAle mnie ubawiłaś! Dzięki! :-D (Przyda się, bo jak przyszłam dziś rano do pracy i spadło na mnie kilka durnych problemów to mi się przypomniało, jak bardzo chciałabym móc NIE pracować...:-/)
OdpowiedzUsuńWy tam macie wesoło. I zboże Wam rośnie i kreciki grasują. ;-)
Już Cię widzę, jak stoisz z łopatą i czatujesz na biednego krecika. ;-) Trochę chyba byś się nastała. To jak? Piknik nad ranem przy kopczyku ziemi i czatujemy? Sprawozdanie na blogu pewnie byłoby ciekawe. ;-)
U nas na wsi też są krety (albo kret), nie wiem ile, ale kopczyków sporo.. I cholera człowieka trafia jak na środku trawnika, po nocy, nagle znajduje pięć takich! Wiesz, też coś już słyszałam o tym, żeby je zalewać. Może my też spróbujemy?
Z tym jedzeniem to też nieźle. Ale ludzie musieli mieć miny, jak Ciebie, taką kruszynkę, z taką ilością żarcia widzieli.. Hihi! ;-D
A służę pani uprzejmie :)
UsuńNo ja też się widzę z tą łopatą :) tym bardziej zabijającą kreta :) Ale na piknik się piszę jakby co... tylko niech się trochę rozciepli może, nie? :) Chyba że koce wyciągnę, termos z herbatą i jakoś przetrwamy do południa :)
Julitka, ludzie naprawdę się dziwili jak zobaczyli tę górę żarcia przede mną :)
Ja już się wycwaniłam, bo często jak szliśmy z M do jakiejś restauracji, podawał karty, potem my się naradzaliśmy, ja mówiłam M co ma zamówić i potem on składał zamówienie.... a potem kelner stawiał przede mną talerz z sałatą a przed M talerz z makaronem na przykład i robiliśmy taką zmyłę i zamienialiśmy się talerzami, bo to ja kluski chciałam... ale ludzie od razu zakładają, że jak chudzina to samą sałatą się odżywia :)
Hahaha i jeszcze hahaha :D
OdpowiedzUsuńTeraz mniej zabawnie.
U nas w zeszłym roku kretów było 5 i kopały nam pod młodymi drzewkami... Mężulek zagłębił się w prawo polskie, a potem zamówił kilka drutów... I biedne kreciki poszły sobie na Kretę albo gdzie tam jest krecie niebo...
POzdrawiam mOcnO!
Maciejka
Druty??? i co z nimi się robi? jakieś pułapki? łoooo, to zostawię dla M :)
UsuńKurcze ale jak skuteczne to podpowiedz co to się robi z tym :)
ja również mOcnO pOzdrawiam :)
O!
Mężulek zamówił na popularnym portalu aukcyjnym pułapki na krety. Montuje się toto w kopcu i się cierpliwie czeka... Skuteczne pieruńsko.
Usuńaaaaaa, ok, lecę sprawdzić :)
UsuńDzięki!
Kolejny raz się uhahałam!!! To kiedy żniwa? A krecika szkoda :( mam nadzieje,że zamach się nie uda.Zjeść to ja też potrafię!Pamiętam jak jeszcze chodziłam na randki i wchłaniałam tyle samo co mój adorator,musieli się chłopaki dziwić,gdzie ja to upycham,albo co gorsza myśleli,że przez kilka dni głodowałam haha!A mój były to zawsze żartował,że na romantyczny wieczór to raczej na zakupy niż do knajpy,bo go taniej wyjdzie nawet w najdroższym sklepie :D
OdpowiedzUsuńSpoko, mnie też szkoda krecika. Ja się za niego nie biorę - noł łej :)
UsuńZe mnie też się kiedyś śmiano, że taniej ubrać niż wyżywić - a zawsze chudzielcem byłam.... ale trochę chyba faktycznie mniej jem obecnie. Moze dlatego, że sama musze sobie robić i już mi się tak nie chce :)
Na żniwa zapraszam jakby co :)
Ila, dziewczyna od ,,Moja przystań" (masz Jej bloga u siebie w ,,Mysiej norze"), piecze chleb i bułki, i... myślę, że chętnie odpowie na Twoje pytania w tej dziedzinie.
OdpowiedzUsuńA na krety to zawsze stosuję puszki lub butelki na patyki w kopczyki;) i spokój, bo krety nie lubią hałasu. Jest też takie urządzenie odstraszające futrzaki, które zakopuje się w ziemi.
Ja też żniwuję! Buziaki.:***
Wiem, że krety nie lubią hałasu... ale ja też nie :) Wkurzałyby mnie te dyndające butelki czy puszki :) Póki co, kret się nie pokazał ponownie... może poszedł gdzieś, gdzie większy urodzaj jest :) Na naszym ugorze może mu się znudziło :)
UsuńA właśnie, czy nadal nie możesz dostać się do mnie? Zastanawiam się nad przeniesieniem na blogspota, tylko chciałabym to, co mam teraz przenieść tutaj, da tak radę?
OdpowiedzUsuńSprawdziłam, dostałam się dzisiaj bez problemu... ale to w ogóle miałam problem z blogami na onecie, nie tylko Twoim :)
UsuńNa blogspocie dużo fajniej się pracuje, ale nie da się zaimportować bloga bezpośrednio z onetu.
Mozesz tak jak ja... kopiować każdy post i wklejać pod daną datą (opublikować wstecz), ale bez komentarzy. Chyba, że jest jakiś jeszcze sposób, ale ja go nie odkryłam.
(komentarze w zasadzie też da się skopiować i wkleić na nowym blogu, ale czy to wypada tak podpisywać się za kogoś?:)