13 gru 2011

DEMENTI

Dementuję plotę, że jakoby to męża majtki zyskały kolor różowy.
One były moje.
Dotarło do każdego?
Bo mnie zabije ;)

A także.
Kiedy podawałam wczoraj obiad i wzrok mi uciekał za okno, do głowy mi przyszło, że lubię jeszcze patrzeć na moje miasto w nocy (np o16:00:-). Fajny miałam też widok z mieszkania na Ruczaju. Widziałam z niego całą starą część Krakowa, Zakrzówek, Klasztor Kamedułów na Bielanach i samoloty... nieraz siedziałam z nosem przyklejonym do szyby i lubiłam sobie wyobrażać co kto robi teraz, dokąd jedzie, skąd wraca...np. pan w samolocie wraca teraz do żony, a był w delegacji, znaczy u kochanki i się zastanawia czy się wyda, albo tamta pani w autobusie wraca ze szpitala po ciężkich badaniach, a chłopak przy szybie jedzie na swoją pierwszą randkę i się bardzo denerwuje. O i tak.
No co?
Wiem, że dziwne upodobanie, ale co zrobić?;)

Wczoraj rozmawiam z Gutkiem i:
G: mamo, czy my mamy oglód?
Ja: ogród??? hmmm no mamy... wszystko to tam do tego lasku - zamachuje się ręką - to nasz ogród - tylko pusty jeszcze i nieogrodzony... - dodaję z lekkim powątpiewaniem czy to kiedyś nastąpi
G: i są w nim tluskawki?
Ja: no nie, nie ma. Ale posadzimy na wiosnę, co?
G: no. i dziewka jakieś i ksiaczki, i malchewkę, 
Ja: na pewno posadzimy drzewka owocowe, jakie byś chciał? śliwkę? 
G: taaaak - aż się zachłysnął wielbiciel śliwek - i jabłuszka i gluszki i poziećki i malinki... i banany!!!

tiaaa.... jak mnie długo nie będzie wiosną na blogu to wiecie dlaczego. 
(bo mam problem z bananowcem hłe, hłe;)

10 komentarzy:

  1. Cześć Mysko:) Nie za bardzo wiem ja się tu wstawia komentarze, bo cosik nie przyjmuje mi logowania na Onecie. I tak samo jak się dopisać do sieci znajomych... Ajaj..., troszku utrudniłaś..., ale jeszcze z tym powalczę ;) Jestem raczej na bieżąco, ale cichuteńko do tej pory...
    W ogóle to gratuluję domu i życzę, żeby mieszkało Wam się tam cudownie :) Myślę, że coś takiego jak bananowiec to dla Ciebie "pikuś" ;-) Na pewno coś wymyślisz :D
    A swoją drogą, to wyobrażanie sobie ludzi to jest całkiem fajne... Ja mam chyba gorszą przypadłość: kiedy wieczorem zdarza mi się jechać tramwajem przez miasto, patrzę ludziom w okna, cieszę się jak są jeszcze niezasłonięte, i widać zarysy mebli i postaci... I wyobrażam sobie, co oni teraz robią, co będą jedli na kolację, co będą robili potem... Ups, wtedy czasami się rumienię... ;)
    A co do majtek - jeśli były gładkie, to nie ma wątpliwości, że Twoje, ale jeśli miały pajacyki lub baloniki... :D Hihihi... Uciekam, żeby nie mieć oka podbitego ;-)
    Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to mi ulżyło, że to nie twojego M majtasy zafarbowały, hihi bo se tak myślę, że on tez w jakieś delegacje czasem jeździ to i wstyd by było, nawet jeśli nie jest w grupie w innymi facetami to przecież sprzątaczki pokój hotelowy nawiedzają...się by potem podśmiewały pod nosem :)))
    Jedne z pierwszych "męskich" slipek jakie kupiłam Młodszemu były idealnie białe. Kupiłam bo mi się strasznie krój podobał (wyobraź sobie, że jeszcze je mam!!! jak nówki są bo Młodszy jeszcze pieluchy nosił, to się nie "zbrudziły" - sama wiesz, że maluch czasem popuści "coś") Oj, nawet jeszcze takie malutkie tenisóweczki, skarpetki i niektóre koszulki się ostały, słodkie to.
    Ale Gutkowi mogły majteczki zafarbować np. z błękitnych na takie lilaróż :P

    A różowe koszulki dla mężczyzn są w modzie!
    Choć ja za tą modą nie przepadam, u nas w domu mężczyźni noszą czerwone.

    Bananowca mam na parapecie, Wysoki hoduje, bo ja nie mam pamięci i cierpliwości do roślin. Czekam kiedy wyrośnie i trzeba go będzie oddać do palmiarni albo wybudować mu specjalną szklarnię! Nie wiem gdzie, chyba dach będziemy "podnosić".
    Ty się przeprowadziłaś, Ola się będzie przeprowadzać...ech...najpierw obie kupiłyście nowe telewizory aż mi się zebrało żeby też wymienić....to może i ja się przeprowadzę...hmmm :P
    Albo remont jakiś...dawno żadnego porządnego nie było, stęskniłam się za syfem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest w nas coś takiego o czym piszecie Ty i Kawoszka. Ja też tak mam, że wyobrażam sobie życie ludzi. Takich mijanych na ulicy, siedzących obok w autobusie lub podejrzanych przez okno :) I myślę sobie, że to nie jest ciekawość, a dokładniej bycie wścibskim, a raczej taka zwykła chęć poznawania ludzi i życia między nimi :)

    Majtasy Twoje, nie M. Tak jest! Do mnie dotarło. Co nie zmienia faktu, że weselej byłoby gdyby były jego :p

    OdpowiedzUsuń
  4. ->KAWOSZKA - ooooooooooooo :) Ale fajnie, że jesteś :)))))))))
    Też mi trochę zeszło zanim opanowałam bloggera, a teraz mi się tu bardzo dobrze pracuje :) Mam nadzieję, że nie będziesz miała już problemów z komentowaniem, jakby co to możesz się na mnie uczyć ;)
    Dzięki za gratulacje, jeszcze kupę roboty mamy, ale najważniejsze, że nareszcie na swoim :)))
    Widzę, że jest nas więcej tych zaglądających do okien... nawet mi ulżyło :)))
    Majtki gładkie były :) Znaczy jedne miały serduszka ;)
    Ale super, że napisałaś :)))

    ->FIGA - jakbym M zafundowała różowe majtasy to jestem pewna, że mogłabym sobie od razu z nich szmatki do mycia okien albo wycierania kurzu zrobić, a M jakby zobaczył, to szarpnąłby nimi porządnie i w kosz pylnął ;)

    Gutek ma jedne białe majtusie... bardzo miałam duży problem, żeby kupić mu malutkie majteczki, zaraz jak przestał nosić pieluchę, bo takie tańsze sklepy (pepco, textil market) oferowały zazwyczaj na dobrych 3-4 latków najmniejsze i strasznie na nim wisiały... aż w końcu w c&a udało mi się nabyć cały komplet (chyba 8szt.) w różnych kolorach w cenie promocyjnej... to jak je kupiłam to se siedziałam i się w nie wpatrywałam takie słodkie mi się wydawały... :)
    Figa, mojemu synowi wszystko jedno jaki ma kolor majtek... on raczej mało wybredny, choć lubi nosić różne gadżety typu szelki, pasek, kapelusik - nie ma problemu... co mu każę włożyć to wkłada :)
    Z tym różem dla mężczyzn też jakoś mi nie po drodze :) Czerwone i fioletowe chłopaki mają, ale różowych nie :)
    Figa, my musieliśmy kupić telewizor, bo mieliśmy taki stary malutki i do tego pożyczony ;) Ja jakoś nie mam obsesji na tym punkcie i mi zwisało jaki telewizor kupimy... to M wybierał, choć oczywiście budżet go ograniczał, bo jakby nie to, to chyba byśmy kino mieli w domu :)
    Z tą przeprowadzką to wiesz... Ty jesteś u siebie, my się tułaliśmy już tyle czasu (ja-12, M-17lat)... no ile można? :) Ale dobry remoncik nigdy nie jest zły :)

    ->LILIJKA - ha! Mam teraz genialne wytłumaczenie dla swoich obserwacji :))) No bardzo mi się podoba Twoja definicja! :)))
    A pewnie, że weselej byłoby gdyby to M wypadły te różowe majtki... tylko nie wiem dla kogo weselej... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. :)) Mysko, dziecku odmówisz, dziecku???

    Banany muszą być i koniec :)Choćbyś je sama na tym drzewie musiała powiesić :))

    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  6. hehehe
    służę uprzejmię :) trza se jakoś tłumaczyć, nie? :)

    A z różem, to ja już przywykłam... z moim Ł do różnych rzeczy się trzeba przyzwyczaić, lubi zaskakiwać. Wyobraź sobie, że kupił sobie w zeszłym roku taki Tshirt, różowy własnie, taki amarantowy róż. I chodzi w nim, nawet do pracy... Chłopaki nazwali go landrynka. Ale on po prostu tak ma :) Moja koleżanka jak wchodzi, to go zawsze wita - cześć Kenuś. A jak pyta co słychać, gdy rozmawiamy, to tez nie inaczej niż - a jak Kenuś? :)
    Żaden róż nam nie straszny, chociaż gaci w takim kolorze nie posiada :)

    OdpowiedzUsuń
  7. -> ADA - Ale mnie rozbawiłaś :)))) Oczyma wyobraźni ujrzałam jak się wdrapuję na brzózkę i zakładam jej na gałązki małe kiście bananów :)))) To by dopiero było :)))

    -> LILIJKO - Kenuś powiadasz...? :) Ale masz czadowo :))) Ale wiesz... koszulka to mimo wszystko nie to samo co majtasy ;)
    Mnie się podobają różowe koszule (takie delikatne), i jak kiedyś przykładałam M do twarzy, żeby sprawdzić czy mu pasuje, to musze przyznać, ze wyglądałby obłędnie, bo jest zawsze opalony i nie byłoby mdło... ale jak widziałam jego minę to musiałam sobie sianko zapodać do wypchania ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahaha! :-) To rozumiem, że na wiosnę sadzisz dużo drzewek??? I oczywiście relacja i zdjęcia na blogu - Myska i jej bananowce.. ;-P

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzisz Kochana, coś jednak mamy wspólnego, gust np bardzo podobny :)
    Bo ja na Komunię Młodego mężowi taką właśnie sprawiłam. Poszedł w różowej koszuli i różowych krawacie i wyglądał obłędnie :) On jak Twój M, mocno opalony, koszulka była w jasnym delikatnym różu, a krawat taki już dużo mocniejszy. Jaja były w ogóle, bo Ł nie umie wiązać krawata, na codzień nosi się raczej na sportowo, więc ja też tej umiejętności nie posiadłam. Umie mój tato,ale robi taki gruby węzeł, Ł się nie podobał. Poprosił więc wujka o pomoc. Wujek miał dowieziony krawat z samego rana, a potem przywiózł go przyjeżdzając już do nas. Minę miał nietęgą, bo troche się bał, do czego ten krawat włoży, tzn do jakiej koszuli. Trochę się śmiał, ale jak zobaczył całość to pochwalił, wybrnęliśmy :) się znaczy ja, bo to mój pomysł był, do mojej różowej sukieneczki :) Bo ja róż bardzo lubię (bez przesady w ilości i nie landrynkowy), wszystkie odcienie fioletu i czerwieni też.

    Taaa, czadowo mam, najgorsze jest to, że Młody w tatusia się wdaję. Następna misia-modnisia będzie w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ->JULITA - na razie jest plan, że coś posadzę, ale też jest plan na ogrodzenie, na sypialnie, na górną łazienkę... i na masę innych rzeczy ;) Nie wiem jak my się wyrobimy ze wszystkim :)
    Ale pierwsze drzewko na pewno uwiecznie na fotce... tylko nie daje głowy, że to będzie bananowiec :)

    LILIJKO - haha, chyba padnę :) Ja też zawsze jak gdzieś wychodzę z mężem to mu dobieram dodatki pod siebie... ponoć nie powinno się tego robić, coś tam słyszałam, że to w złym tonie... ale mam to gdzieś... fioletowa kiecka, fioletowy krawat - do pary ma być i basta! Róż też lubię... najbardziej taki pudrowy :) Bez przesady oczywiście, ale lubię :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...