19 gru 2011

3

Dzisiaj o 10:20 Gutek skończył trzy latka.
Z tej okazji postanowiłam spłodzić post, który będę mogła za jakiś czas sobie przeczytać i porównać, by powspominać  i przypomnieć coś o czym mogłabym zapomnieć.
Co pierwsze mi przychodzi do głowy gdy myślę o moim synu?
Chyba gadatliwość i wrażliwość.
Nieraz już podkreślałam, że  Gutek  to mała gaduła. Milczy tylko wtedy, kiedy śpi. Gdy nie ma rozmówcy – mówi do siebie. Osobiście to nawet radia nie potrzebuję w ciągu dnia, bo i tak mi coś trajkoce non stop ;)
Ma przy tym bardzo bogate słownictwo i jest bardzo kulturalny – co mnie cieszy..  
Jedząc ciacho u cioci Gutek nie powie, że dobre, tylko zacznie trajkotać: ciociu to jest psiepyśne, mmmm to wyśmienite, albo baldzo mi to smakuje, albo to jest wybolne, albo mmmm delisziiissss… (wpływ świnki peppy;) a ciocia cieszy michę jak głupi do sera ;)
A kulturalny?
Nigdy go specjalnie nie uczyłam kultury, dlatego sama jestem zaskoczona, że  nie muszę mojemu synowi przypominać o formach grzecznościowych. Żadnego: „co się mówi?”, „podziękuj”, „ukłoń się”. Sam używa tych zwrotów… mam wrażenie, że nawet one go bawią i uszczęśliwiają go reakcje obcych pań, które nie szczędzą pochwał.
Zawsze byłam trochę nieśmiała - jako dziecko szczególnie, dlatego cieszy mnie, że Gutek nie jest taki zahukany. Nie ma w zwyczaju zagadywać obcych, chyba że sami zaczynają pogawędkę, ale już na przykład sąsiadów chętnie podpytuje o różne rzeczy.
Druga cecha o której mówiłam to wrażliwość.
Tak – mam syna wrażliwca. Gutek boi się podniesionego głosu i choć my na siebie raczej nie mamy w zwyczaju krzyczeć, to jeśli się komuś coś wymsknie od razu jest reakcja ze strony dziecka. Kiedy był mniejszy reagował płaczem na każdy podniesiony głos – nawet gdy ktoś coś opowiadał bardzo podniecony – on się bał ;) Co ciekawe, niezależnie od sytuacji, zawsze staje w mojej obronie ;)
Jest też wrażliwy na czyjeś nieszczęście, zmęczenie czy ból… na tyle na ile rozumie sytuację.
Gdy wracałam z Krakowa po zabiegu, a Gutek został z dziadkami, to gdy mnie zobaczył, to najpierw przytulał, a potem zaczął: baldzo tęskniłem, baldzo cię kocham, ale juź wsistko dobzie? Dobzie się juź ciujesz?
Spojrzałam na dziadków, a oni beczą ze wzruszenia ;)
Gdy mnie brzuch boli czy się uderzę, przychodzi całuje i głaszcze po głowie. No i zapewnia o swoim uczuciu :)
W ogóle moje dziecko lubi słuchać słów kocham Cię. Kilkanaście razy dziennie sobie to powtarzamy. Przytulamy się często, gęsto…. I modlę się by to trwało jak najdłużej. Najważniejsze są przytulani o poranku, kiedy mamy chwilkę na kawkę (ja), kubek kakao/mleka (Gutek) i kokoszenie :) Uwielbiam to nie mniej niż on. Czasem się zdarza, że mnie nie ma rano i wtedy gdy wracam musimy sobie odbić moją nieobecność ;)
Gutek jest trochę jak hippis. Wszystkich kocha i twierdzi, że wszyscy kochają jego ;) Gdy rozmawiamy o kimś, zawsze pada kluczowe stwierdzenie z jego ust, np. baldzo  mnie kocha ten Michałek (kuzyn), ja też go baldzo kocham. Nieważne o kogo chodzi, wszyscy się wzajemnie kochamy ;)
Ponieważ Gutek spędza ze mną większość czasu, to na pewno jest trochę maminsynkiem. Tylko mama tak przytuli gdy smutno, tylko mama tak całuje, żeby stłuczone kolano nie bolało, tylko mama tak fajnie potrafi przeczytać bajkę.
A mama? Wbrew pozorom jestem najbardziej konsekwentna i uparta jeśli chodzi o wychowanie dziecka. Denerwują mnie rozwydrzone dzieciaki, które wchodzą innym na głowę, denerwuje mnie spolegliwość i brak reakcji ze strony rodzica. Gutek zna doskonale granice co mu wolno, a czego nie i czasem je przekracza - co uważam za prawidłowy i dobry odruch – ale wie, co mu grozi jeśli ruszy zabroniony przedmiot (gorące żelazko!!!) lub niewłaściwie się zachowa. Reguły gry są u nas proste i wyjaśnione wcześniej - to najlepszt sposób na niego.
Z konsekwencją największy problem mają u nas dziadkowie (szczególnie rodzice M, moi spauzowali gdy widzieli cierpiące dziecko), a wiąże się ona najczęściej z dietą Gutka. Nigdy nie dawałam dziecku tony słodyczy, choć codziennie mógł zjeść jakiegoś małego łakocia. A kiedy zaczęły się u Gutka problemy z zaparciami szczególnie zwracam uwagę na to co je. Nauczyłam się postępować odpowiednio, żeby jelita dziecku pracowały odpowiednio i od razu reaguję, kiedy zauważam problem. Ale potrzebowałam wielu tygodni, żeby wytłumaczyć dziadkom, że to, że wpakują do buzi tonę słodyczy to jedno… a to, że przez kolejne dni dziecko będzie mi ryczeć na kiblu to drugie. Po dwóch wlewkach, które musiałam mu zafundować powiedziałam dość… i stałam jak jakiś esesman i patrzyłam im na ręce, gdy mu coś podawali do zjedzenia. Walczyłam o to jak lwica, bo wiem ile moje dziecko się nacierpiało przez to… ile płaczu musiałam wysłuchać.
O dziwo, Gutek od małego przyzwyczajony do różnorodności, chętnie zajada co mu daję, nawet rzeczy, które nie są zbyt lubiane przez dzieci. Często zamiast słodyczy je bakalie albo owoce suszone – uwielbia i sam o nie prosi. Je mnóstwo warzyw. Zawsze gdy nastawiamy obiad  to razem buszujemy po kuchni i wtedy sadzam go sobie na blacie, gadamy i ja mu podkładam, a to marchewkę, a to jabłko, a to paprykę. Podkrada mi cebulę i czosnek, kiedy próbuję je pokroić.
Z owoców najbardziej lubi te nasze – sezonowe. Uwielbia śliwki i truskawki. Nie gardzi też czereśniami, działkowym winogronem, malinami, poziomkami… najmniej mu podchodzą cytrusy i sprowadzane owoce (to ma chyba po mnie), gruszki bardzo chętnie je, ale np. takie kaki, które smak ma podobny do gruszki już nie bardzo... ot mi się patriota owocowy znalazł :)
Gutek ma zadatki do pedantyzmu ;) Gdy je zupę, zawsze musi mieć przy sobie serwetkę i gdy tylko mu jakaś kropla spływa od razu się wyciera… czasem po każdej łyżce wziętej do buzi ;) Lubi gdy jest czysto, choć jak się zaczyna rozkładać ze swoimi zabawkami to masakra… ostatnio jednakże zauważyłam, że zaczyna sprzątać po sobie i stara się to robić bardzo dokładnie. Lubi pomagać tacie w garażu/kotłowni, ale najlepiej, żeby sobie rączek za bardzo nie pobrudzić ;)
Nie lubi publicznych toalet i zastanawiam się czy można coś takiego w genach dziecku przekazać, bo ja mam problem i mi się blokada włącza jak mi się zachce gdzieś na mieście. On ma to samo ;)
Gutek ma jedno dziwne upodobanie. Ma obsesję na punkcie uszu. Uszy go uspokajają, uszy go cieszą. Do uszu się przytula (M), a gdy jest smutny/zmęczony to wbija pazurki w małżowinę (moją) – to mu daje ukojenie. Dziwne ale prawdziwe ;)
Pisałam Wam już, że z motoryzacji przerzucił się na agd/rtv – obsesyjnie. Uwielbia sprzęty, jednocześnie się ich trochę bojąc. Im głośniejszy tym gorzej. Nie przepada, kiedy włączam odkurzacz, choć wyłączonym chętnie sam się pobawi. Kiedy pierwszy raz uruchamiałam robota kuchennego, ten ze strachu wszedł pod stół, a gdy okazało się, że nie jest tak źle to wyszedł i zaczął przy nim pomagać.

To tyle co mi przyszło dzisiaj do głowy. Gdy sobie o czymś przypomnę, to pozwolicie, że dopiszę w trakcie.
Gutku, Synku nasz kochany!
Bądź zdrowy i taki radosny jak teraz!
Bardzo Cię kochamy!
Mama i Tata.
A kasjer siedzi i kasuje... ;)

PS. Wiecie, że ostatnio się zastanawiałam, czy wystarczyłoby mi uczucia, żeby pokochać kolejne dziecko? Bo ja tego mojego małego brzdąca to tak bardzo kocham… tak bardzo, że nie wiem czy kiedy pojawiłoby się drugie dziecko to to następne pokochałabym równie mocno? No jak w takiej małej mysie może się zmieścić tyle uczucia? No jak to jest przy kolejnym dziecku? Mocniej? Słabiej? Tak samo? Inaczej?

Przypomniało mi się,
Że Gutek wciąż o coś pyta. Wystrzeliwuje z siebie a dlaciego? i ciemu? z prędkością światła. Pół biedy jeśli to my jesteśmy zasypywani tym gromem wątpliwości, bo już wiemy jak odpowiadać, żeby zakończyć ostrzał. Ale obcy, chcąc być mili dla dziecka, a jednocześnie nie wyjść na idiotów brną coraz bardziej i wtedy do akcji musimy wkroczyć my - rodzice.
Dla przykładu, pan stolarz klei schody
G: cio pan robi?
PS: a przyklejam schodek.
G: a dlaciego?
PS: żeby można po nim chodzić
G: a dlaciego?
PS:
no bo jak dobrze nie zamocuję, to wtedy moze się osunąć
G: jak osunąć?
PS: no osunać i wtedy może ktoś spaść
G: spaść?
PS: tak, spaść ze schodów
G: spaść i się potłuc - stwierdza dziecko.
PS: Tak..i się potłuc - stolarz błędnie myśli, ze to już koniec.
G: na psikład lączkę, noźkę,
PS: albo główkę
G: głókwkę? a dlaciego główkę?
i od nowa... wtedy wkracza mama...
Ja: Gutek, chcesz marchewkę, bo obieram własnie??? :)
 


15 komentarzy:

  1. Się popłakałam;)
    Piękne;)
    I myślę, że nawet taka mała Mysa ma w sobie takie pokłady miłości, ze jeszcze kilkunaścioro dzici urodzić może i będzie je kochac tak samo mocno;)
    Jestes wspaniałą Mamą wspaniałego Synka;)
    A dla Gutka najlepsze życzenia i żeby był zawsze tak radosny i szczęśliwy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Droga Mysko - miałam te same rozterki będąc w ciąży z Maksymilem. Nie umiałam sobie wyobrazić drugiego bejbika poza Olkiem. Ale z dniem narodzin młodego - wszystkie rozterki poszły precz. A jak miło patrzeć na braterska miłość :).

    Dla Gutka - góra kochanych uścisków! Niech rośnie, będzie zdrów jak rybka i dalej cieszy sobą swoją niepowtarzalną, kochaną mamusię.

    Rzeczywiście post wzruszający! Fajnie dowiedzieć się o Gutku tylu ciekawych rzeczy. Jest niepospolitym chłopcem :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że drugie dziecko będę kochała równie mocno jak Antka. Wiesz hormony robią swoje a miłości starczy dla dwóch urwisków;) Gutek jest super, żywe sreberko. Sto lat dla niego, niech rośnie zdrowo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Myszorku przede wszystkim STO LAT dla młodego ! :)

    Co do wątpliwości o miłość do drugiego berbecia to stanowczo tak! Kiedy będziesz zerkać jak starszy przekazują miłość młodszemu, którą Wy go obdarowaliście, będzie Ci serce pękać z dumy :)Zawsze starszy będzie najwspanialszym starszym a młodsze najwspanialszym młodszym dzieckiem :) Już nie wspomnę jak wesoło będziecie mieli.... Ja już nie planuje kolejnych dzieci i mam czasem doła, że jak nasza trzylatka niebawem wyrośnie, to już nie będę miała żadnej takiej słodyczy tylko dorastające panny...a ja już przywykłam do maluszków w naszym domu:(

    OdpowiedzUsuń
  5. ->DZIEWCZYNY - ja wiem, że macie racie z tą matczyna miłością :) Że to musi jakoś samo się w pewnym momencie podzielić... sama jestem trzecim dzieckiem swojej mamy i nigdy nie czułam się mniej kochana od starszego rodzeństwa. Ale zdaje sie, że w tym temacie myślałam głównie o sobie. Zapomniałam, że jest jeszcze więź między rodzeństwem, która jest inna niż wszystkie inne jeśli się mądrze wychowuje dzieci. Ja z moim rodzeństwem jesteśmy bardzo zżyci, mimo odległości wciąż nabieżąco i blisko. Taaa... to jest argument spory na tak :)))

    ->STOKROTKO - dziękuje w imieniu swoim (za komplementy) i Gutka (za życzenia)... ale może nie rycz, co? :) Bo ja i bez tego martwię się o Ciebie...

    ->AMISHA - eeejjj no co wy? Naprawdę wzruszający? Ale dziwnie :) Dziękuję za życzenia

    ->MEG - ja też myślę, że będziesz kochała równie mocno drugie dzieciątko :) Ciekawi mnie czy to się kocha inaczej? tak samo? Ale chyba się nie dowiem jak nie spróbuję :)
    Dzięki za życzenia

    ->GALOPEK - a dziękować, dziękować :)
    No właśnie ta miłość między rodzeńśtwem jest nie do zastąpienia.. to mnie bardzo zachęca :)
    Ty, ale jak ci tak będzie brakowało maluszka w domu, to może nie odganiaj myśli o większej ilości :) Ja kiedyś twierdziłam, że będę miała czwórkę - M gały wywalał, ale nie protestował. A teraz na odwrót M chce następne, a ja gały wywalam... ale nie protestuję bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkiego dobrego dla Gutka!

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahahahaa...
    Mysa...nie zgadniesz co mi własnie przyszło do głowy:
    - Kobiecie się zamyka usta pocałunkiem a dziecku .... MARCHEWKĄ!


    :)))
    Kapitalny Gutek!


    Jesteś bardzo dobra Mamą.
    Kokoszenie nie mija z wiekiem. Młodszy ma 11 lat i wciąż się przytula.
    Teraz dojrzewa i ma wątpliwości natury egzystencjalnej.
    Mamo a dlaczego ty mnie kochasz?
    A dlaczego ty chcesz żebym z tobą mieszkał?
    Mamo, a dlaczego tata mnie nie kocha? (Młodszy myśli, że tata go nie kocha bo nie chce żeby z nim mieszkał, skoro Młodszy mieszka już ze mną)
    Mamo, a kochałabyś tak samo inne dziecko, gdybym był innym dzieckiem?
    Przytulisz?

    OdpowiedzUsuń
  8. ->MAMATYGRYSKA - dziękujemy!!! :)

    ->FIGA - ta marchewka u nas zawsze działa :) Kiedyś był u nas kuzyn Gutka i gdy zobaczył, że Gutek wsuwa marchewkę to też sobie zażyczył. Więc obrałam i pokroiłam w słupki i jemu, ale ten nie wiedział co z nią zrobić... lizał ją jak loda i zostawił ;)
    Figa ja mam nadzieję, ze to kokoszenie z wiekiem nie mija... Twój synek jest już na tyle duży żeby sobie układać właściwie te sprawy, a wciąż jest na tyle dzieckiem, żeby potrzebować jeszcze zapewnień... fajnego masz chłopaka :)
    Wiesz, taka więź matki i syna to jest coś wyjątkowego :) Oby na wieki wieków amen :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mycha...no ja nie wiem czy na wieki wieków amen...bo jak się pytam syna czy gdy będzie miał zonę to też będzie mnie wołał żeby mu umyc głowę i plecy, przytulić albo pogłasiać wieczorem - to twierdzi, że TAK :) więc z tym na wieki wieków to ja jestem ostrozna, hihi. Nie wiem na ile będzie z takiej więzi zadowolona jego żona :) trochę jest maminsynkowaty ... ale go rozpieściłam to mam. Jedno tylko dziecko to kogo mam rozpieszczać, hehe...

    OdpowiedzUsuń
  10. Wreszcie się odezwę, bo mi niestety czas przy kompie śmiiiiga ostanio.

    Wszystkiego dobrego dla Gutka :-))) Niech Ci ten głód wiedzy, a może bardziej głod prawdy nidgy nie minie :-)

    A do Mamusi Myski - ja też kiedyś myślałam, że nie da się pokochać jeszcze jednego dziecka tak mocno jak to pierwsze, nawet w ciąży z drugim. A tu niespodzianka da się i to nawet trzecie. Nie wiem jak, ale tak to już jest. I dobrze :-)

    Dziękuję za wszelkie wsparcie i miłe słowa.

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
  11. ->FIGA - hehe kochanego masz tego chłopaka...ale przyszła synowa to faktycznie może mieć z deczka przerąbane :)

    Wiesz słowo "rozpieszczanie" ma dla mnie dwojaki sens...
    Bo dla mnie rozpieszczanie to częste przytulanie, całowanie, głaskanie, drapanie po pleckach, co skutkuje świetnym kontaktem z dzieckiem i silną więzią - bardzo to widać między wami i uważam, ze należy jak najdłużej w ten sposób rozpieszczać swoje dziecko :)
    Ale często spotykam się z teorią, ze rozpieszczone dzieci to te niegrzeczne, co wchodzą innym na głowę etc.. dla mnie to już nie kwestia rozpieszczania tylko nieporadności dorosłego czy czegoś tam...
    Ale to skomplikowane, nie wiem czy dobrze wytłumaczyłam... chodzi mi o to, ze jeśli rozpieszczanie pochodzi od słowa pieszczoty to tych nigdy za dużo :)

    ->MACIEJKA - o jaaciee :))) ale fajnie, że mnie odwiedziłaś :)
    Maciejko, ja wiem, że ta matczyna miłość to coś nadzwyczajnego co się dzielić samoistnie potrafi... ale chyba muszę spróbować na własnej skórze, żeby to odczuć dobitniej :)
    Dziękuję w imieniu Gutka za życzenia :)
    Pozdrawiam
    PS świetny ten obrazek w profilu :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak go narysowałam, Mężulek chciał powiesić w ramce ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. ->MACIEJKA - zdolna bestyja z Ciebie:))) Mężulka popieram w stu procentach!! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kochana, ja jak zwykle z opóźnieniem osatnio ale muszę napisać, bo prawie łzy w oczach miałam po przeczytaniu tego posta. Jakiego Ty masz cudownego syna! I możesz być z siebie dumna. To wy go tak wspaniale wychowujecie! Jest boski! Najbardziej rozczula mnie z tą troską o innych i tym hippisowskim podjeściem. To wspaniałe - wszyscy się kochamy.. ;-)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  15. ->JULITA - kochana, to się dopiero okaże czy my dobrze wychowujemy dziecko :) Ale staramy się jak możemy, żeby wyrósł na dobrego i fajnego faceta :)
    Taaak.... moje dziecko kocha wszystkich i wszystko :) Ostatnio, kiedy powiedziałam do niego: "Gutek, idziemy się kąpać", to ten do mnie: "uwielbiam się kąpać, baldzo mnie kocha ten plysznic" i tak o :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...