Witam Państwa w Nowym Roku!!! (i dekadzie też;)
Przyznać mi się tu zaraz, kto w Święta oglądał Kevina? Ponoć miał chłopak wzięcie ;)
Mam
Wam trochę dużo do opowiedzenia i zastanawiam się czy zmieścić to
wszystko w jednej notce, podzielić na pół, czy skrócić każdą nowinkę do
jednego zdania?
Zobaczymy co mi wyjdzie ;)
Nawet
nie wiem jak to się stało (przegapiałam) ale mam już rok! Znaczy mój
blog. Blogasek. Blogusiunio. Z tej okazji pragnę sobie życzyć trochę
więcej rozumu, poczucia humoru, weny twórczej i czasu ;)
Wiem, że czasem świruję, ale nie uciekajcie ode mnie, ok.?
Chciałam
jeszcze dodać, w związku z powyższym, że reklamacji nie przyjmuję.
Słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Co złego to nie ja. Na dwoje babka
wróżyła. Tańcowała igła z nitką. Ciulalala. Hop bęc.
Jeśli zaś idzie o Święta, to mam takie oto refleksje:
1.
Mamy piękne kolędy! Naprawdę! Uwielbiam je! Są one na tyle
zachwycające, że wprowadzanie coraz to nowszych aranżacji uważam za
zbędne. To są jedyne piosenki, przy których nie waham się otworzyć
paszczy wydobywając zeń śpiew. Jeszcze kilku pastorałek muszę się
nauczyć, dopiero wtedy otoczenie będzie zachwycone ;)
2. Jem! Właściwie to pożeram! Non stop mielę, jak ta krasula na łące. W moim przypadku to i dobrze, wszak masę zbijam.
3.
Był u nas Mikołaj. Worek z prezentami zostawił na balkonie. A po
Wigilii i kolędowaniu zastukał w okno (z drugiego pokoju) i zawołał donośnym
głosem (przez rurę od odkurzacza), że zostawia grzecznym dzieciom
prezenty i leci dalej, bo ma dużo pracy. Najstarsze dziecko za kilka dni
skończy 7 lat i jest na tyle rozgarnięte, że nie da się nabrać na
czerwonego pajaca ze sztuczną brodą i poduszką zamiast brzucha. W naszym
przypadku sam głos Mikołaja okazał się sukcesem. Widok dziecięcych
twarzy – bezcenny ;)
Najlepsza
była moja babcia (91lat), która mało z laską nie wybiegła na balkon, bo
myślała, że ktoś się włamuje i chciała świątecznie grzmotnąć
rzezimieszkowi ;)
4.Wiecie co?
Fajne
są Święta u mnie w domu. 12 potraw. Mnóstwo roboty, ale też mnóstwo
radości. Cztery pokolenia ludzi. Odkąd pamiętam i co by się nie działo
,atmosfera zawsze taka sama. Dla mnie to prawdziwy skarb.
Przy okazji muszę wspomnieć, że mojej mamie należy się aureolka świętej. Bo normalnie funkcjonować przy piątce dzieciaków (wiek: od
9 miesięcy do lat 7), gotować dla całego pułku, dom utrzymywać w jako
takim ładzie, racjonalnie obdzielać obowiązki i nie dawać się małym
terrorystom to prawdziwe wyzwanie, które mnie przerosło. Wielodzietnym
rodzinom szczerze gratuluję.
Kurczaki
kochane, nie wiem doprawdy jak to się stało, ale Sylwestra z mężem
spędziliśmy poza domem. BEZ GUTKA!!! Normalnie do tej pory nie mogę w to
uwierzyć. Zostawiliśmy dziecko dziadkom i poszliśmy w tany. Oczywiście
przed wyjściem zastanawiałam się, czy będę umiała się w tłumie zachować,
bo ostatnio na takiej imprezie byłam 3 lata temu ;)
No
i oczywiście jak Gutek zniesie noc i co będzie jak się obudzi (pierwszy
raz bez mamy bądź taty). Nie było tak źle. Obudził się o 23.00. Witał
Nowy Rok i oglądał fajerwerki z parapetu, a potem gadał z babcią do
02:00. Ale NIE ZAPŁAKAŁ, ok? (Za to ja łezkę uroniłam, jak się
dowiedziałam, że nie spał i nie było mnie obok). I wcale na imprezie nie
zerkałam na telefon co 15 min.. to insynuacje mojego męża!
No,
w każdym razie zabawa była przednia, kameralna, bez hołoty. Mój mąż
okazał się królem parkietu, i wcale nie zrażał go fakt (bo się
znieczulił Absolwenetem), że kilka godzin wcześniej na budowie spadł z
drabiny na schody. Potłukł się i poharatał i cud Boski, że nic się
więcej mu nie stało (bo bym go chyba zabiła).
Ale makarena należała do mnie, umówmy się!
I w stu procentach byłam trzeźwa. Bo se antybiotyk łykam. Nabawiłam się po świętach cudnego
zapalenia gardła i krtani, migdały miałam jak kalafiorki, a głos niski…
bardzo seksowny…. dobrze, że w ogóle. Oczywiście odgórnie zostało
ustalone (przez M), że skoro i tak po abstynencku spędzam noc, to
dostaję posadę kierowniczki i sobie tak przywoziłam, przewoziłam,
odwoziłam, i zawoziłam.
Słuchajcie,
na imprezie był facet, który każdemu przypisywał sobowtórstwo. Moja
siostra została okrzyknięta Hanką Mostowiakową (chyba tylko dzięki
fryzurze ;), szwagier został politykiem, znajomy Rumcajsem, M został
policjantem z W11, a ja jedną tap madl (ale nie wiem czy mówić którą…
choć w zasadzie to dla mnie duży komplement, bo akurat ta dziewczyna
była moją faworytką ;)
Wiecie
co? Fajnie jest się tak odpierniczyć od czasu do czasu, zrobić porządny
makijaż, upiąć przyzwoicie włosy, ale niezmiernie cieszy mnie fakt
posiadania obuwia i ciepłej odzieży z gore-texu, bo gdybym miała tak
stale popylać w obcasach i płaszczyku to umarłabym. Choć są dziewczyny,
które dają radę….podziwiam i jednocześnie trochę współczuję.
Kochani,
Z
Okazji Nowego Roku chciałabym Nam Wszystkim Życzyć trochę dystansu do
siebie, do przyjaciół, do obcych, do polityki, sportu, a przede
wszystkim do pieniędzy. I żeby dotarło do nas, co w życiu jest naprawdę
ważne. A jeśli o czymś szczególnie marzycie (przeprowadzka do własnego
domku), niech się spełni!
Kurcze no… niech stracę…. Kocham Was!
(nie lubię długo pisać.... wybaczcie więc jak i ja sobie wybaczam;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz