[Wtedy nie zdążyłam, to dzisiaj umieszczam]
Tiaaa….wygląda na to, że jeszcze trochę będziecie musieli się pomęczyć z moją blogową twórczością ;)
Kryzys zdaje się być przetrwany.
Dziękuję Wam za wsparcie, komentarze i emalie
(strasznie mnie rajcują takie duszki,które tu wpadają i siedzą cicho, a potem nagle się ujawniają:).
Mój malutki syneczek dmufał dwie fićki na tolciku ;)
No
ja nic nie chcę mówić, ale ciułam, że on się w piątek dziewiętnastego
urodzi. No po prostu ciułam. I mówiłam, ale nikt mi nie wierzył. A w
sobotę miałam iść na wywoływanie porodu.
Wiecie jak to wygląda?
No!
Się
zawzięłam, że sama sobie ten poród wywołam. Znam 3 sposoby: sex,
czerwone wino i łażenie po schodach. Pierwsze dwa od razu odpadły bo:
- M: Odejdź kobieto! Widziałaś, jak on ma nisko główkę? Widziałaś?! No! ;)
- Sam zapach alkoholu wywoływał u mnie wstręt i mdłości
To
se w czwartek poszłam pod kościół po schodach pochodzić (najwyższe w
okolicy;). Ludzie na roraty darli, a ja góra – dół – góra – dół… i tak 7
razy. Chciałam 10, ale M powiedział, że porodu nie odbierze. No to
łaski bez. Wróciłam do domu, zjadłam kolację, wykąpałam się, zrobiłam
fryzurę, makijaż i poszłam spać. I znowu się ze mnie śmiali. A potem jak
chciałam się jeszcze wysikać przed zaśnięciem to wstając usłyszałam
takie „tut” i chlusnęło aż miło
;) I już się nikt nie śmiał. No mnie to definitywnie przestało wszystko
śmieszyć po północy. A potem jeszcze trochę poczuwałam, aż się
zlitowali i mnie pokroili.
O 10:20!!!!
A NIE MÓWIŁAM????!!!!
Zdrowia synku. I uśmiechu. Bardzo Cię kochamy.
mama i tata
No, a kiedyś w jednym programie dla rodziców puścili filmik z porodu, w którym pani wydająca na świat dziecko przeżywa orgazm….
Też bym tak chciała.
Odwrotnie nie.
Jeszcze życzenia świąteczne dla Was, ale to może następnym razem. Nie wiem czy zdążę. Co ja mówię. Muszę. No! To do następnego!
(nadużywam słowa "no")
No!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz