13 paź 2010

Z ONETU: WRRRRR ŁUP, ŁUP, WWWRRRRRR, ŁUP….

Co jest dla was najgorsze we wspólnocie blokowej wielkopłytowej? 
Dla mnie odgłosy. 
Przywykłam już do faktu, że codziennie ok. 8 rano pan z klatki obok (ma przyległą łazienkę do mojej) gulgocze przy myciu zębów i dokładnie słyszę jak nabiera łyk wody – robi chwilę gllllrrrrr – i spluwa z impetem… to wszystko trwa chwilę i bardziej mnie śmieszy niż wkurza. 
Bardziej denerwujące dla mnie są sąsiadki, mama plus trzy córki, które zamiast życia kosztować cały czas grają. Grają nie tylko na moich nerwach, ale także na flecie, fortepianie, skrzypcach i klarnecie. I powiadam teraz świadomie, nie przeszkadzałoby mi to, gdyby grały coś ładnego, gdyby w ogóle grały cokolwiek innego poza gamami (w okresie Bożego Narodzenia mamy urozmaicenie w postaci Lulajże Jezuniu – uff, choć tyle). Jak długo można, się pytam? 
Gdyby ktoś miał coś przeciw moim rozważaniom dodam tylko tyle, że dziewczyny ćwiczą na tych instrumentach od nastu albo i więcej lat. Dla przykładu sąsiad, który ma przyległą sypialnię do naszej zaczął uczyć się gry na gitarze gdy nam się Gutek urodził. Tak sobie śledzę tę jego naukę, skoro nie mam wyjścia i w ciągu niespełna dwóch lat opanował gitarę akustyczną i basową w stopniu zaawansowanym, a popisowymi numerami są stairway to heaven i nothing else matters.
Mieszkając w bloku trzeba być również przygotowanym na inne odgłosy. A to sąsiadka tłucze schabowe, a to ktoś wodę do wanny nalewa i dudni u nas o sufit, albo inny ktoś właśnie rozwolnienia dostał i tak w kółko.  A co z remontem?…. tu się na chwilę zatrzymam. Ja tam raczej wyrozumiała jestem, każdy chce mieć ładnie w mieszkaniu, ale przysięgam Wam… od trzech dni nie mogę pozbierać myśli. Udarówka chodzi mi nad głową, sąsiadka kruszy płytki i chyba jakąś ścianę rozwala, a ja tylko łapię się za głowę, bo mam wrażenie, że zaraz mi się coś z sufitu posypie. Czuję się jak na niekończącej się wizycie u stomatologa. Łatanie dziurki ze znieczuleniem. Niby nic nie boli, a w głowie szare komórki się telepią jak głupie…. syskie  tsy.

Miałam napisać o rocznicy… ale się mi nie chce już przez to wszystko. Z resztą co tu pisać, fajnie było, choć odkryłam u siebie syndrom amputacji dziecięcia. Czyli, że nerwowo zerkam na zegarek i co chwila zastanawiam się co on teraz robi. Spoko. Szalał z kuzynkami. Jak przyszliśmy po niego, to zamknął nam drzwi przed nosem… gagatek mały.

Coś jeszcze chciałam….
A! wiem! Pojęcia nie mam czym się Onet kieruje polecając danego bloga. Bo, że niektóre na to zasługują to i owszem, ale że na półtora miliona piszących polecać (nawet kilkakrotnie) mysę to jest przegięcie. I nie jest to jakaś fałszywa skromność, zwyczajnie próbuję zrozumieć dla mnie niezrozumiałe. Niby git..dzięki temu znalazły mnie fajne dziewczyny… ale jakoś tak… nie wiem… ja za to w każdym razie odpowiedzialności nie biorę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...