Gutek
to jest taki nasz mały klucznik. Gdy zbieram się z nim do wyjścia to
wręczam dziecku klucze do mieszkania/auta i robię jeszcze mały check po
mieszkaniu czy wszystko wyłączone… on stoi wtedy spokojnie, bo wie, że
zaraz wyjdziemy. Jednakże kilka dni temu niejaki Picasso się w dziecku
objawił i kiedy ja czyniłam rekonesans on spokojnie tworzył (wydrapywał)
dzieło na ścianie. Staję koło dziecka i pytam:
Ja: co to jest?
G: dziadziusia!
Ja: dziadziusia narysowałeś?
G: niee…. kalola– czyli samolot… to później wytłumaczę
Ja: samolot?
G: taaaak, pisie kalola! Dziadziusia!
Ja: dla dziadziusia?
G: taaak!
Ciekawe czy dziadziuś doceni?
Rysowanie
po ścianach już przerabialiśmy, nie myślcie sobie, ale kredki łatwo się
zmywa. Gorzej jak mamy do czynienia ze wzorkiem skrobanym ;)
Gutek
bardzo lubi książeczki z serii „mały chłopiec”, które to rymowankami
opowiadają o różnych „męskich” zawodach, a zatytułowane są np. Samolot
Karola, Śmieciarka Jarka, Karetka Mietka, Auto Artura, Motor Marka etc….
sporo tych książeczek jest (nie wiem jak to się ma do poprawności politycznej, bo jeszcze jest seria„mała dziewczynka”;)
Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że Gutkowi coś się
poprzestawiało i zamiast samolot zwać samolotem to mówi na niego Kalol, na śmieciarkę mówi Jalek (od Jarka), a na autobus Maniuś (od Mariusza;)
Jedynie na koparkę mówi kopala, i jeszcze jeden pojazd potrafi niemal poprawnie nazwać ;)
Na spacerze Gutek wykrzykuje:
G: tato!
Ja: tato?? Gdzie tato?
G: niiii. Ni ma tati –wyraźnie rozzłoszczony
Po chwili znowu
G: tato!
Ja: tato??? – pytam nieco mniej pewnie
G: tato tatka!
Ja: Aaa! Traktor Tadka! – traktor stał nieopodal ;)
Poza
tym straszna z niego pleciuga. Ani ja, ani M do gaduł nie należymy….
zakładamy wszyscy zgodnie, że wdał się w moją siostrę ;) Cały czas
trajkoce jak katarynka. Mówi od dawna.. właściwie wydaje mi się, że mówi
od zawsze, ale to chyba ze względu na częstotliwość z jaką to robi. W
każdym razie zaczął już nawet odmieniać niektóre wyrazy, a w tej chwili
składa pierwsze zdania (pani śpi, dziadziuś goli bloda, tatuś idzi placi, kosi tlawe pan, tatuś pije kawe), to ponoć dość wcześnie jak na chłopaka, ale nie wiem, czy mówienie akurat płcią jest uwarunkowane. Z resztą nie w tym sęk. Problem
tkwi w czymś innym - powiedzcie mi jak to jest…. mój syn, który spędza
ze mną większość czasu, którego wykarmiłam własną piersią, którego
codziennie żywię, bawię i tulę potrafi powiedzieć: tutuś, dziadziuś, babcia– wszystko ładnie i wyraźnie, a na mnie woła maciusiu, zamiast mamusiu, lub maniuniu miast mamuniu. Co to za sprawiedliwość?
Hę?
Oczywiście bardzo świadomie używa każdego z tych słów. Normalnie woła do mnie: mamo! A jak coś chce, lub gdy coś zbroi to od razu zostaję maniunią ;)
Poza
tym, to nie myślałam, że doczekam kiedyś momentu, w którym moje dziecko
publicznie, pośrodku sklepu zrobi nam awanturę, będzie się wił po
podłodze i wrzeszczał wniebogłosy. Myślałam naiwnie, że nas to ominie,
że będzie inaczej. Niestety, wczoraj mieliśmy debiut. Po wszystkim, gdy
usiedliśmy w aucie i nastał błogi spokój M patrzy na mnie i pyta:
M: co jest?
Ja: załamałam się…
M: no coś ty… popatrz jaki grzeczny teraz siedzi. Tylko ta ręka mu coś za nerwowo lata….
Yhm….bo to taki aniołek – lizusek, tylko czasem skry mu z oczu tryskają i różki rosną
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz