Ktoś
mi do łba kamieni nasypał i teraz dzwoni jeden o drugi. Czy naprawdę
nie dało się ciszej o tej 6:15, żebym mogła dospać?!!!
Pomijam
już fakt, że z racji kataru od trzech dni opatulam się w szlafrok,
który to zdejmuję dopiero kiedy M dzwoni, że wraca z pracy. No ja wiem,
że fajnie by było powitać męża w kusej podomce, szpilkach na nogach i
długą lufką w dłoni (buehehe, ja i lufka). Ale nie ma szans. Ten mój
szlafrok jest polarowy, biało niebieski, aseksualny i podkreśla cienie
pod oczami. Także senkju. Lepiej żeby wisiał na wieszaku, aniżeli na
mnie.
Poza
tym wycisnęłam resztkę zoviraxu na palec i więcej z tubki nie chce
wyleźć, a jest mi na gwałt potrzebny! Znaczy nie na gwałt, ale na górną
wargę!
Co
mogę zrobić na obiad z niczego? Czy ktoś będzie tak miły i mi zakupy
zrobi? Bo ja jakoś od niedzieli nie miałam okazji wyjść z domu, a M
oczywiście nie ma. I nie będzie. Znaczy wpadnie po pracy się przebrać i
leci na ważną kolację. BE-ZE-MNIE! Świetnie, my tu z Gutkiem głodem
będziem przymierać, a ON w tym czasie sarenkę będzie popijać drogą
whisky! Oklaski dla pana!
Dom leży odłogiem. Też się idę położyć. Nowy numer Werandy Contry przyszedł. Jest wściekle wsiowy. Kocham go.
UPDATE:
Znalazłam bigos w zamrażalniku! Będziem żyć!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz