30 wrz 2010

Z ONETU: NANANA SRUTUTUTU NANANANA……

Ktoś mi do łba kamieni nasypał i teraz dzwoni jeden o drugi. Czy naprawdę nie dało się ciszej o tej 6:15, żebym mogła dospać?!!!

Pomijam już fakt, że z racji kataru od trzech dni opatulam się w szlafrok, który to zdejmuję dopiero kiedy M dzwoni, że wraca z pracy. No ja wiem, że fajnie by było powitać męża w kusej podomce, szpilkach na nogach i długą lufką w dłoni (buehehe, ja i lufka). Ale nie ma szans. Ten mój szlafrok jest polarowy, biało niebieski, aseksualny i podkreśla cienie pod oczami. Także senkju. Lepiej żeby wisiał na wieszaku, aniżeli na mnie.

Poza tym wycisnęłam resztkę zoviraxu na palec i więcej z tubki nie chce wyleźć, a jest mi na gwałt potrzebny! Znaczy nie na gwałt, ale na górną wargę!

Co mogę zrobić na obiad z niczego? Czy ktoś będzie tak miły i mi zakupy zrobi? Bo ja jakoś od niedzieli nie miałam okazji wyjść z domu, a M oczywiście nie ma. I nie będzie. Znaczy wpadnie po pracy się przebrać i leci na ważną kolację. BE-ZE-MNIE! Świetnie, my tu z Gutkiem głodem będziem przymierać, a ON w tym czasie sarenkę będzie popijać drogą whisky! Oklaski dla pana!

Dom leży odłogiem. Też się idę położyć. Nowy numer Werandy Contry przyszedł. Jest wściekle wsiowy. Kocham go.



UPDATE:
Znalazłam bigos w zamrażalniku! Będziem żyć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...