28 wrz 2010

Z ONETU: MYSA O PROBLEMACH. NA POWAŻNIE.

Nie wiem dlaczego, ale po ostatnim tytule strasznie brakuje mi słów „Anię dopadła grypa” ;)
Ale do rzeczy!
Pomysł pisania bloga zrodził się we mnie już dawno temu, tylko jakoś ciągle brakowało mi odwagi, żeby zacząć. No bo o czym niby miałabym pisać? O sobie?
Z racji jednak tego, że rodzicielstwo w pewien sposób ograniczyło nasze spotkania ze znajomymi, a ja zostawałam na całe dnie w domu sama z dzieckiem to czułam coraz większą chęć wywalenie z siebie kilku rzeczy. Jednym słowem chciało mi się MÓWIĆ! To dziwne, bo nigdy specjalną gadułą nie byłam. Ale - MÓWIĆ! 
Ciągłe ciumkanie do pełzającego jeszcze wtedy Gutka i tylko od czasu do czasu normalna rozmowa z panią w sklepie (-poproszę 20dkg żywieckiej i10 plastrów salcesonu–bardzo proszę;), sąsiadką, czy rzadziej koleżanką uświadomiły mi, że zaczęłam się zdrowo cofać w rozwoju i niedługo z rodzimym językiem będę ostro na bakier. 
Więc - MÓWIĆ!!! 
Żeby wyrzucić z siebie cokolwiek…choćby to miały być zupełne głupoty miał mi właśnie pomóc blog. Bo blog nie idzie do pracy, nie usypia dziecka, nie grymasi, że za późno bądź za wcześnie i ma dla mnie czas dokładnie wtedy, kiedy go potrzebuję ;)
Długo zastanawiałam się o czym właściwie miałabym pisać, a zanim go utworzyłam postawiałam sobie kilka warunków, które dzielnie starałam się realizować.

Po pierwsze primo to postanowiłam, że nie będę nigdy pisać o polityce, religii czy problemach społecznych, bo wydaje mi się, że tym powinni zajmować się mądrzejsi ode mnie. Ci co mnie znają wiedzą jaki mam stosunek do tych spraw i to mi wystarcza. Z resztą pisanie o sobie wydawało mi się łatwiejsze.

Po drugie primo to obiecałam sobie, że nie będę pisać o problemach i nie będę narzekać. Może wydawać się to dziwne, wiem, bo gderam i psioczę często, ale uwierzcie mi nie piszę o problemach! Może się niektórym wydawać, że pierdoły, które wypisuję są na poważnie, ale tak nie jest! Często bywam ironiczna, niestety zapominam, że ironię wychwytują dwie osoby na dziesięć (z obserwacji to wiem i nie potwierdziłam tego żadnymi badaniami). Większość moich wpisów na blogu ma właśnie taki oddźwięk, dlatego niektórych proszę o dystans, a pozostałym szczerze gratuluję poczucia humoru! Miło jest wiedzieć, że wariatów na świecie jest więcej niż jedna mysa. 
Dla mnie jest to mechanizm obronny na walkę ze światem. Bo to, że nie poruszam ważnych kwestii na blogu i prawdziwych problemów, to nie znaczy, że mnie one nie dotyczą. 
Niestety, nawet mysa napotyka na trudności. 
Zresztą któż jest ich pozbawiony? 
Z tym, że ja mam zły nawyk chowania wszystkiego w sobie i rzadko mówię o rzeczach, które mnie bolą czy trapią. Właściwie to dość często uchodzę za zimną – przepraszam, że się wyrażam – sukę, nawet jeśli w środku trzęsę się ze strachu bądź bezsilności. I właściwie tylko M potrafi szybko wychwycić te rzeczy na mojej twarzy. Gwarantuję Wam, że i nam tutaj zaprząta głowę nowotwór bliskiej nam osoby, finanse, chciwość i pazerność jednej spokrewnionej… w każdej rodzinie takie rzeczy się zdarzają. Ja jednak nie chcę o tym pisać, bo nie chcę o tym u siebie czytać. Wystarczają mi te „atrakcje” w tak zwanym realu.

Po trzecie - ostatnie primo, to piszę o sobie bo to najbliższy mi temat. Nie chcę jednak przekraczać pewnych granic… sama też nie wymagam tego od innych. Wiem, że prywatność i Internet poniekąd się wykluczają, ale skoro ja nie mam potrzeby wchodzenia z butami w cudze życie to i nie chcę, żeby ktoś bruździł w moim ogródku.
A tak na marginesie… jestem takim wynalazkiem, który nawet jeśli psioczy na swoją rodzinę to zębami jej będzie przed innymi bronić. Rodzina to dla mnie świętość i  włosa z głowy nie dam nikomu strącić! No!

Jak widać piszę dalej. I będę. I mam nadzieję, że takich postów jak ten więcej nie umieszczę. A poza tym dostałam żołędziem po głowie (spadł z drzewa) i mi się wizja kasacji bloga zdezaktualizowała ;)
EJMEN!
Apołeczna
-jak skasuję kiedyś tego bloga i stworzę nowego, to obiecuję, że pierwsza się o tym dowiesz ;)
Figa
-wyjątkowo se jaj nie robiłam
Ada
-faktycznie, trochę mi żal tych wszystkich notek. Choć jak czytam niektóre z nich to mi się słabo robi ;)
Mila
-oj poradzilibyście sobie… jestem tego pewna ;)
M
-najpierw myślałam, że to mój małżonek się tak buńczucznie sprzeciwił ;) Ale doszłam do wniosku, że o tej porze kanalizację z jednym takim uzgadniał ;)
Kawoszka
-to nie dół… tylko… eee sama nie wiem. A może jednak dół? Właśnie z tym mam ostatnio największy problem, żeby określić co mi jest… jakoś tak się pozbierać nie mogę :-/
-Wiecha? Tego Wiecha? Tego od Teosia Piecyka? Łomatko! Nigdy w swej skromności nie miałabym nawet chęci porównywać się do kogoś takiego. W ogóle nie śmiałabym się zestawiać z jakimikolwiek pisarzem. Moja polonistka chyba by padła! :) Ale z wypiekami na twarzy dziękuję, to dla mnie zaszczyt ;)
Gutek
-komu jak komu, ale własnemu dziecku to ja odmówić, nie mogę ;)
-czy ja już mogę dzwonić do MENSY w Twojej sprawie? :>
Kacenko06
-to bardzo miło czytać takie słowa, tym bardziej, że ja wiele lepszych blogów czytałam;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...