To
był pewien majowy dzień. Rozpoczął się bardzo niewinnie. Nic nie
wskazywało na to, że popołudnie będzie naprawdę ekscytujące i przyniesie
tak wiele wrażeń! Ten pierwszy raz był krótki lecz bardzo treściwy.
Powoli w napięciu wywoływał gęsią skórkę na całym moim ciele. Dreszczyk
emocji wzmagał tylko podniecenie i wszelkie zmysły wyostrzał. Niebo co
chwila przeszywał błysk, a grzmot w uszach rozbrzmiewał nieprzerwanie.
Dosłownie! Bo ja o burzy! Wczoraj była pierwsza w tym roku (tu u mnie).
To teraz łapka do góry, kto pomyślał że ja tutaj ten tego?
Zboczuchy jedne ;)
Dobra. Spadam. Wszak goście.
Aha!
Moje nogi od kolan w górę są w oszałamiającym wymiarze pokryte siniakami. Dlaczego tylko uda? Przecież trafiam się
również w łydki, ręce, brzuch….ale nie! Siniaki robią mi się tylko na
udach. Jest ich tyle, że wyglądem i kolorystyką przypominają plasterek
dobrego salcesonu. A ja nie lubię salcesonu, sam wygląd jego mi nie
smakuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz