1 mar 2010

Z ONETU: O PIERDOŁACH, JAK ZWYKLE

Wchodzę ja dzisiaj na bloga a tam komentarze jakieś. Normalnie zdębiałam, bo myślałam, że czyta to mój małżonek i jakieś dwie, trzy zbłąkane dusze. A tu proszę! Normalnie wjechaliście mi na ambicję. Głupio mi trochę, bo  same pierdoły  wypisuję.
No i sorry, ze ja taka monotematyczna jestem i cały czas zawodzę o dziecku i mężu, ale tak właśnie wygląda moje życie. Każdy dzień taki sam: Ctrl+c, Ctrl+v. Rzeczywistość zweryfikowała nieco moje plany i usadowiła na wychowawczym. Niby spoko…. Ale czasem mam wrażenie, że mózg mi się lasuje i papka się robi wewnątrz czaszki, która chlupocze na wietrze. A że halny wieje od kilku dni to wyobraźcie sobie, co się dzieje w mojej głowie ;)

Chociaż co ja gadam….. w mojej głowie renesans myśli twórczej. Normalnie grzebie w necie i szukam natchnienia na urządzanie domu…. I ZNALAZŁAM! Przy okazji doszłam do wniosku, że strasznie jestem wsiowa. Jakoś nieswojo czuje się w super, hiper nowoczesnych pomieszczeniach ze szkła i chromu – to nie dla mnie. Ma być sielsko i anielsko, a w powietrzu unosić się zapach świeżo upieczonego jabłecznika. Ot taka ze mnie rustykalna dziewoja, żeby nie powiedzieć wprost – wieśniara ;)

Wiosnę mamy, mili państwo! Co prawda łeb chce nam urwać (na południu strasznie wieje), ale przynajmniej śnieg nie pada i dziurki od nosa mi nie zamarzają. Z okazji tej wiosny w sobotę smalec robiłam. Trochę mi jedno do drugiego nie pasuje, bo moja mama robiła smalec jak się zima zaczynała, a nie kończyła. No ale co tam! Świnie kiedyś, gdzieś tam bili i mi się dostało kawałek biedaczki. Trochę miałam stracha, bo to był mój pierwszy raz, ale spoko. Wiecie jaki dobry wyszedł? Normalnie super! Mięcha nawaliłam do środka i cebuli….. mniam. Czuję jak moje serce w tłuszcz obrasta. Całe szczęście, że chleb mi się skończył, samego smalcu jeść nie będę…
…chociaż…
nie no, nie będę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...