26 mar 2010

Z ONETU: O TOREBCE I JEDZENIU...JAK RASOWA BABA

Zacznę od tego, że śniło mi się dzisiaj, że dostałam torebkę Louisa Vuittona ;) Nie będę się chwalić w jakich okolicznościach ją dostałam, bo wyjdzie, że mam całkiem zryte pod kopułą… ważne jest, że torebka, a właściwie torbisko było PIĘKNE i prawdopodobnie nigdy takiej nie będę miała, więc fajnie było nacieszyć się takim cackiem chociaż we śnie  luzak 
Wiecie, za pół roku mam urodziny więc gdyby ktoś chciał mi prezent zrobić to bardzo chętnie… Co do koloru nie będę wybredna (choć im mniej tym lepiej), ale krój ma być prosty i klasyczny bez udziwnień ;)

Lubicie andruta/wafla/piszingera? Wiecie co to mam nadzieję? Znam osoby, które nie wiedzą. Nie jestem więc pewna czy deser ten jest popularny w całej Polsce. Zdaje się, że wywodzi się z Austrii, a że jestem Galicjanka z dziada pradziada to ja wiem ;) Pozwolicie, że w dalszej części nie będę używała słowa piszinger, gdyż kojarzy mi się z torpedą czy czymś takim… u mnie w domu mówi się wafel, bądź andrut… wsio ryba.  
Dobra, to lubicie? Jak nie - to widocznie nie jedliście mojego! Mój mąż też mruczał coś pod nosem jak robiłam za pierwszym razem, a teraz to yyyy w zasadzie też mruczy tylko inaczej ;) Wiecie, takie sklepowe, gotowe to jakaś masakra… słodkie to to takie i jakieś rozmemłane…. błee. Samemu sobie zróbcie, na necie jest mnóstwo przepisów. Wybierzcie taki z kakao i mlekiem, bo nie wystarczy przełożyć suchych wafli nutellą. O nie!
A idea napisania o waflu wzięła się stąd, że właśnie robię takowy na dzisiejsze popołudnie. Czekam, aż mi masa trochę zgęstnieje i taka obawa snuje mi się po głowie, że nie wiem czy tej masy starczy na przełożenie wafla bo strasznie jej ubywa za każdym razem jak wchodzę do kuchni. Mam jakieś przed-okresowe napady żarłoczne. Wczoraj wieczorem na przykład wtranżoliłam cały farsz na ruskie pierogi, także dzisiaj rybka ;)

Co poza tym? A na płacz mi się zbiera, ale to pewnie PMS, wczoraj to w ogóle wkurzałam się o byle co i sama byłam nie mniej wkurzająca. W związku z czym zabrałam się za haftowanie, nie mylić z heftaniem ;) Na dniach ma mi się urodzić bratanica więc metryczkę krzyżykuję. M do mnie mówi od wczoraj –babuleńka, no ale niech się nie przyczepia, widziały gały co brały, zawsze miałam ciągoty do czynności manualnych ;)

Ale mamy wiosnę, nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...