Maaatko,
jakie ja mam ostatnio snyyyy i to w dodatku dość monotematyczne.
W
ciągu jednego tygodnia wyśniłam sobie dwie ciąże (SOBIE!!!).
Wczoraj to w
ogóle swoje dziecko zgubiłam w pociągu, a potem je znalazłam na Dworcu
Głównym w Krakowie całe poobijane. Tylko, że ten dworzec wyglądał
zupełnie inaczej niż w rzeczywistości….. było strasznie dużo schodów
wszędzie, a ja biegałam (bez zadyszki!!!) po tych schodach, a potem jak
chciałam z dzieckiem wrócić do domu to pani w kasie kazała mi cały plik
dokumentów wypełnić, żeby bilet kupić. Normalnie jak się obudziłam to
beczałam jak bóbr.
A dzisiaj przez pół nocy rodziłam,a potem szłam na
wojnę. Z tym porodem to było strasznie dziwne, bo mój ginekolog latał
bez koszuli i mu brzuch taki śmieszny zwisał po kolana. I przyleciał do
mnie z tym brzuchem i powiedział mi, żebym poszła rodzić w SZWECJI!.
Tak!
W Szwecji!
Pieszo!!
Szwecja na szczęście była dość blisko, bo w
sąsiednim skrzydle szpitala, więc jakby to nie był taki problem. I jak
szłam do tej Szwecji to okazało się, że muszę szybko zmienić plany bo
ojczyzna wzywa i kamasze przywdziałam, strzelbę w dłoń wzięłam i poszłam
się bić. Obudziłam się wyczerpana!
Czy
nie mogłaby mi się przyśnić piękna pogoda? wiosna albo lato? Łąka? Maki i chabry?
Kocyk, na kocyku ja z książką, w oddali M z dzieckiem w piłę rżnie, a w
tle Vivaldi? Nie mogłaby?
Czy ja muszę ciągle w nocy walczyć przeciw
całemu światu?
Czy z moją psychiką wszystko ok? I co na to Freud?
Chyba muszę się leczyć.... Dżiii....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz