11 lut 2010

Z ONETU: BIEDROCHA

Blog prowadzę raptem półtora miesiąca, a jego wygląd zdążyłam zmienić więcej razy niż umieścić w nim nową notkę. Był i niebieski i fioletowy i różowy…. oj szukałam i szukałam tego natchnienia. No bo musiał być…… mój. Taka już jestem, że nie lubię przepychu, miało być prosto i schludnie! Efekt sami oceńcie. Ja tam jestem usatysfakcjonowana…. przynajmniej na jakiś czas ;)
Łot els?
Mój małżonek mi wypomniał, że strasznie przeklinam na tym blogu (synu, ja to się boję twojej mamy, nie wiedziałem, że ona tak kląć potrafi). No więc nie będę, a przynajmniej postaram się mniej. Chciałam tylko dać upust swoim emocjom, a skoro w domu nie wolno, to myślałam, że może chociaż tutaj. No ale dobra, skoro żem jest niby kulturalny człowiek, to obiecuję tylko raz na jakiś czas rzucić łajnem (bo czasem po prostu się nie da inaczej).

Na koniec rzucę anegdotkę (niczym Karol Strasburger).
Jakiś czas temu idziemy sobie z M, mijamy jego przedszkole i po raz 553 słyszę jak się bał tego krasnala co stoi przed budynkiem (straszną ma traumę). Podłapałam jednak temat i przypomniało mi się, że był kiedyś program pt. DOMOWE PRZEDSZKOLE (pojęcia nie mam czy to jeszcze leci). W każdym razie zaczęłam śpiewać: „gdzie jest słonko kiedy śpi…..” itd.
M. ochoczo dołączył…… i śpiewamy sobie razem (Fuck?!)
I śpiewamy..
Wyśpiewaliśmy zwrotkę.
Czas na refren.
Śpiewamy..
„domowe przedszkole wszystkie dzieci kocha”
I uwaga, dochodzę do sedna sprawy - M śpiewa: I chce byśmy także kochali BIEDROCHE
Uwierzcie mi, myślałam, że się posikam ze śmiechu, co mi nie przeszkodziło go brutalnie uświadomić
M: Jezu, zawsze myślałem, że tam jest biedroche…… no wiesz taka duża biedronka - biedrocha
Ja: ppprrffffff (dalej zalewam)
M: Nie no….porażka…..nic już nie ma sensu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...