2 maj 2013

Majówkowo

Obudziwszy się dwie godziny temu (teraz jest 05:52) i poprzewracawszy się pierdyliard razy w małżeńskim łożu, stwierdziłam iż dłużej nie wytrzymam i wystarczy mi minuta by zacząć wrzeszczeć ze złości, bo nie mogę spać.
Z głodu - gwoli ścisłości.
Z głodu spać nie mogłam.
Albowiem pierwszy dzień maja, postanowiłam byłam pocelebrować sobie wraz z wirusem rota.
Nie polecam.
Tym bardziej, że miałam sporo pracy w ogrodzie i wcale mi się nie uśmiechało tyle w klopie przebywać.
Jednakowoż nie dałam się ujebać chorobie i skosiłam trawnik (3 godziny), następnie przystąpiłam do pielenia podjazdu, coby iglaki posadzić.
Z tym pieleniem to szło mi, że tak powiem jak po grudzie, bo wirus przepuścił wtedy zmasowany atak na moje jelita, w związku z czym zaszła potrzeba... no właśnie zachodziła potrzeba rozlicznych przerw, coby inną potrzebę załatwić.
Następnie padłam.
Ale już jestem. Cała, zdrowa (???) i bardzo, bardzo głodna.

Zanim jednak zacznę wywracać lodówkę do góry nogami, postanowiłam posilić się Gutkowymi biszkoptami i gorzką herbatą (błee) i zobaczyć czy to aby koniec choroby (myślicie, że gejzery, które właśnie wybuchają mi w żołądku to dobry znak?) i napisać słów kilka.

Póki co, wychodzi mi post o sraczce, niemniej jednak proszę się nie zrażać, to prawdopodobnie skutek uboczny wczorajszej gorączki (a! bo zapomniałam dodać, że gorączkę też miałam)
(i że czarno mi się robiło przed oczami też ;) i właściwie chyba w tym temacie to wszystko, co miałam do zakomunikowania.
Więc może teraz zgrabnie (sic!) zmienię wątek i przejdę do rzeczy.

Murzyna mi ktoś opitolił.
Normalnie szok.
Kilka dni go nie widziałam. Zbierałam kostki i skórki z boczku, wynosiłam, wyglądałam, wyrzucałam bo zaczynały śmierdzieć i znowu zaczynałam zbierać.... nawet wczorajszego ranka pomyślałam, że jak nic - zdechł, a tu niespodzianka.
Sprzątam po obiedzie, i coś mi miga przed domem, se myślę ki czort? co za nowy kundel nam się przysposobił. Wypadam przed dom zobaczyć, czy aby nie wyżera Murzynowego jadła z miski i już miałam przeganiać, już otwierałam paszczę, a tu zonk. Łysy Murzyn jak w pysk strzelił


Taki, kurka wodna, sznaucerowaty się zrobił, bym powiedziała. 
I dostałam rozdwojenia. 
Albowiem nigdym go takiego nie widziała i mi dziwnie i w ogóle nie wiem czy to dobrze dla niego, a z drugiej strony, w końcu nie łazi uświniony i wyoblepiony brudem, tak? 

Poza tym co?
Studnia jest już mocno zaawansowana w powstawaniu. Tak bym powiedziała, że w 70% gotowa. Zostały jeszcze Józkowe drobiazgi do wykończenia, dosztukowanie wałka z korbą, a jak to już będzie gotowe, to wtedy ja przystąpię do czynu i ją dopieszczę w bluszcze i inne bratki. 
Musze przyznać, że studnia wzbudza ogólną sympatię wśród gapiów.
Specjalnie dla was cykam fotki z powstawania. Cieszycie się?
(bo ja jak dziki osioł)

Co by Wam tu jeszcze?
Ktoś chciał zielnik na zdjęciu?
To proszę bardzo.
Doniczka - Gutkowa piaskownica
Zioła - jakaś szkółka (nie wiem, M kupował)
Ziemia i kora - tak samo M
Sadzenie - mła
Tymianek, melisa, mięta, lubczyk, o mój rozmarynie, bazylia i listek laurowy, czyli wszystko to, co mysy zużywają w nadmiarze



No i na koniec rozbuchana przyroda, która objawia się nam bardzo kolorowo od kilku dni.
Nareszcie.


 Poza tym jutro jedziemy do teściów.
*
Muszę sobie pogratulować, godzinę pisałam ten post. Nawet nie wiecie ile razy backspace było w użyciu ;)
Obawiam się jednak, że to nie koniec wirusa.
Lecę więc.


18 komentarzy:

  1. zaimponowałaś mi tym koszeniem z rotawirusem, szczyt heroizmu :) dzielna bądź! zwalcz łobuza! biszkoptem go! herbatą go!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spoko, przy koszeniu jeszcze był luzik, dopiero jak się za chwasty wzięłam to się zaczęła prawdziwa bonanza ;)

      Usuń
  2. E tam! Grunt, że krzywda się psiakowi nie działa. Ale teraz faktycznie ma styla... :D
    Myska wy go już uwłasnowcie bo i tak już jest Wasz powiedziałabym :D:D:D
    Sraczka też temat xDDD skoro mówisz, że gejzery, to jeszcze poczekaj z dzień i przejdź na lekką dietę, bo żołądek jeszcze musi troszkę odpocząc i zregenerować siły.
    Zdrówka:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do zielnika, to my też ostatnio namiętnie sadzimy miętę na lato bo uwielbiamy ją dodawać do wody mineralnej <3 mimo, że ja wody nie znoszę, ale z miętą jest orzeźwiająca i super gasi pragnienie :)

      Usuń
    2. u nas mięta rośnie jak szalona, ja też dodaję do wody (u nas pije się wodę hektolitrami;) i czasem do deserów ;)
      Murzyn chyba nie da się całkiem zaadaptować, może nie jest mu tak źle w domu, w którym oficjalnie mieszka. Póki co przyłazi i się łasi:) jak kot :)

      Usuń
  3. Jaki on śliczny:)Nowa fryzur i pies jak nowy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no dokładnie! strasznie się psiak zmienił :)

      Usuń
  4. Wypiękniał(a) Murzyn! Pięknie to wszystko zagospodarowałaś.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wypiękniałA, wypiękniałA, teraz już doskonale widać, że to suczka :)

      Usuń
  5. Znam ten ból, a raczej uczucie pustego żołądka przy wirusie. U mnie będzie dieta, więc prawie jak przy wirusie;)
    Piesek fajniej wygląda teraz, tak mi się wydaje. Widzisz u ciebie wiosna, wszystko rośnie, a u mnie leje i leje i końca nie ma:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, to ja się do diet nie nadaję, w kółko bym wkurzona chodziła :)

      Usuń
  6. hihi ale fajnie wygląda :D Moja koleżanka ma podobnego tylko cały biały i właśnie na lato chodzi z nim do psiego fryzjera i tak go obcina, żeby gorąco mu nie było- bo podobno ta rasa nie ma sierści tylko włosy, także trzeba dbać, żeby się "kołtuny" nie zrobiły.

    Zakochałam się w Twoim zielniku...tyle dobrodziejstw natury- mniam!

    Mam nadzieję, że zdrówko już ok ;* wiesz Mysko, że ja nigdy nie miałam takiego wirusa! Owszem czasami jako dziecko, jakąś tam biegunke miałam, ale taką jednodniową czy "pojedynczą" jeśli można to tak nazwać. Ale żeby kilka dni choroać i równiecześnie wymiotować to nigdy. Chyba jednak w niektórych aspektach życia to jestem szczęściarą ;)

    Buziaki Kochana! ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam czy o tym pisałam, chyba nie, ale Murzyn ma siostrę/brata, identycznie wyglądającego, tylko w wersji jasnej. Trudno mówić o bieli, jak wiecznie brudne to to chodzi :) Ale kołtunią się oba strasznie. Na brzuchu Murzyn miał rasowe dredy :)
      Poważnie nigdy nie miałaś wirusa? Ja też jakoś nie często. Ostatnio to mi się chyba przytrafiło jak wróciłam po porodzie do domu ;) Popełniłam chyba jakiś rekord w odzyskiwaniu wagi sprzed ciąży ;)
      buziaki Olimpio! :)

      Usuń
    2. serio nie miałam :) nawet ostatnio się śmiałam z koleżanką, bo Ona była chora i przez kilka dni dobre parę kilo przez to zrzuciła (!) że ja to bym tak chciała w ramach odchudzania a tu nic! Nie dziwię się, że wtedy straciłaś kilogramki, bo taki wirus wyniszcza organizm :/ Także dobrze, że teraz już jest lepiej!
      ;**

      Usuń
  7. Już Ci kiedyś pisałam, że Twój Murzyn jest jak moja Fiona! Po opitoleniu też wygląda identycznie ;)


    Łeee, nie znoszę tego sraczkowego wirusa, współczuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ta Twoja Fiona to jest jakaś rasowa? Bo nie wiem właśnie jak z Murzynem (też suczka, nie wiem jak się naprawdę nazywa, dla mnie już Murzynem zostanie;)

      Usuń
  8. O kurcze, to początek majówki miałaś bardzo udany kibelkowo... :-/
    Mam nadzieję, że druga część majówki obyła się bez takich przygód! :-)

    A zielnik cudny sobie stworzyłaś! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spoko Juli, szybko przeszło. Jeden dzień dołem, drugi górą i po zawodach ;)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...