12 wrz 2012

O ZASKAKUJĄCEJ PRAWDZIE (częściowo;)

No więc dzisiejszego poranka Gutek został odtransportowany do przedszkola przez tatę. 
I tenże tata oddał Gutka pani Agnieszce, następnie poszedł zapłacić placówce za wychowywanie, a jeszcze później, postąpił bardzo mądrze i zaglądnął do sali. 
Zobaczył swe dziecię, które stało przy mebelkach i popłakiwało troszkę i się roztkliwił. 
Teraz tata Gutka (odbiera zaległy urlop) mnie truje co pięć minut, kiedy go w końcu pojadę odebrać. 

Powiem Wam, że ja jestem twarda niczym sosna :)... ale mój mąż, a tata Gutka - chłop postury dębu Bartka - ma twardość (względem dziecia) pluszowej kaczki.
Zatem senkju, a także trzymajcie mnie, bo uduszę własnymi ręcami.

No, a z pozytywów?
Jesteśmy sami! Chwilowo, bo w weekend znowu nam się ktoś zwala, ale już sypialni nie oddamy! 
Co to za szczęście, powiadam Wam!
To niesamowite, ile może człowiekowi dać wygodne łóżko, które sam sobie wybrał, pośród ścian, których kolor też sam sobie wybrał, pośród komódek, które oczywiście - sam sobie wybrał. Echhhh. Rozmemłałam się na punkcie durnego pokoju. I se siedzę w nim co chwila i se patrzę :)
Tak jak teraz :)
Jem drożdżóweczkę z czekoladusią i popijam kaweczkę z mleczusiem i cukrusiem i mam budynieczek we łbie.

Dodatkowo, ostatnimi dniami odkryłam zaskakującą prawdę, że nie wróciłabym się do bloku.
Nigdy.
Plusy i minusy można znaleźć po każdej stronie, to fakt, ale dom ma coś, czego blok nie da - prywatność.
Przypomniałam sobie to właśnie teraz, kiedy jeździłam na mieszkanie rodziców.
Bardzo średnio się czułam, myjąc okna pod czujnym okiem osiedlowych bojcor, które wywaliły swe biusty na parapety, licząc na niezłą rozrywkę (której zresztą nie dostarczyłam, bo nie ośmieliłam się zlecieć z II piętra. Bądź co bądź, mam jakieś plany na przyszłość, tak?;)
No i ten plac zabaw!
Na którym w zasadzie nic się nie zmieniło. Znowu te same nadgorliwe mamuśki, z wiecznie zaciśniętymi pośladami, które wzniecają się na każde pierdnięcie swojej pociechy. I dziwić się, że więcej "koleżanek" na tymże placu zawsze miałam wśród bawiących swoje wnuki babć. Bo i tematów więcej można było omówić, a nie w kółko kupka, nocnik, karmienie, ząbkowanie, szczepienie i inne pitu, pitu. 

Dobra. Nie biadolę. Lecę coś zrobić pożytecznego.




A jeszcze!

Nie wiecie kiedy sąd uznaje zbrodnie w afekcie, a kiedy z premedytacją?
Bo M mnie straszy, że jak szósty wieczór z rzędu będę mu smrodzić smażonym boczkiem to mnie zabije.
Wrażliwiec się znalazł ;)

22 komentarze:

  1. O! co robisz ze smażonego boczku? :D Mąż o miękkości pluszowej kaczki mnie rozwalił :D A widziałam posturę i się zgadzam co do tego Bartka :D Twarda bądź bo kto jak nie Ty? :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boczek zjadam oczywiście :) Sam najlepiej :) Mogłabym tonami wchłonąć :)
      Muszem być twarda, choć dzisiaj mało się nie złamałam :)

      Usuń
  2. No tak, a to my podobno te słabe, miętkie :)
    Kaczusia mięciusza też mnie położyła.

    Co do bloku zgadzam się z Tobą w 100%.
    Nigdy! :)
    I te mamuśki na placu - nie mój klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no widzisz... ja całe życie przecież blokersem byłam, dlatego mnie samą zaskoczyło moje spostrzeżenie. I już bym się nie wróciła :)

      Mamuśki są różne, bo są też i normalne, ale one rzadko bywają, bo pracują ;)

      Usuń
  3. ja jak się przeprowadzę do Kurnika to sama ocenię...bo czasami chcę dom a czasami np. piętrowe mieszkanie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdaleno droga ;) to, co czasami piszesz o Kurniku, że jeszcze tam nie mieszkasz a już masz go dość, że czasem wręcz przeciwnie - to dokładnie wiem co czujesz.
      Ja tak samo nim zamieszkałam w domu byłam taką "samotną matką" - mąż albo w pracy albo na budowie... i czasem byłam tak wściekła na tę całą sytuację, że mi para uszami szła i nienawidziłam tego domu, który tyle poświęcenia od nas zażądał.
      Ale teraz... po niespełna roku odkąd tu mieszkamy twierdzę, że warto było.
      Że już bym nie wróciła do bloku, a blokersem byłam przez całe swoje życie ;)

      PS. jedynie co bym zmieniła, to projekt domu hihih ;) na parterowy przede wszystkim bo nie chce mi się latać po schodach ;)

      Usuń
  4. słyszałam, że wysoki poziom cukru rozmiękcza mózg, ale żeby jeszcze budyń umiał zrobić...
    faceci są tacy sami, przynajmniej mój mąż jest z tej samej bajki co twój (tylko postury mizerniejszej)
    i tak dobrze masz na tym blokowym placu zabaw, bo na moim dzieci robią zamki z petów, które wyrzucają mamusie streszczające sobie wszystkie seriale z poprzedniego dnia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja droga... ilość cukru, którą pochłaniam zdecydowanie wpływa na konsystencję mojego mózgu. Póki co jestem przy budyniu. Aż strach się bać, co będzie następne ;)
      Faceci wszyscy miętcy ;)
      ooooo, to z tym Twoim placem zabaw to ja jednak pass ;)

      Usuń
  5. Mysa ty tu robisz apetyt tą drożdzówką:)
    OD jakiegoś czasu podczytuję Cię i postanowiłam coś skrobnąć:) zapraszam do siebie:)

    P.S. Jak byłam mała rodzice do mnie mówili ....Gutek ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj pączka zajadam (z rana muszę coś słodkiego wszamać;)
      Fajnie, że się ujawniłaś, już zapisuję Twój adres ;)

      Usuń
  6. To Gutek już tak na pełny etat w przedszkolu?
    No musi być harmonia utrzymana w związku,Ty mała ciałem,wielka siłą a małżonek na odwrót :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gutek zapisany jest na pełen etat, ale pki co chodzi na pół, lub 2/3 ;)
      Równowaga w przyrodzie być musi... ;)

      Usuń
  7. hahahaha uśmiałam się z tego postu, dziękuję;))))
    matki ze ściśniętymi pośladami:D
    Mysa na prezydenta!:))))
    a chopy to tak mają, że miętkie to na dzieci i już;p
    a za boczek mogłabym zabić również.
    strzeż się;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a proszę Cię bardzo :)
      Najgorsze są takie mamy, które mają jedną pociechę, a wyedukowane są przez te wszystkie kolorowe gazetki. Wiedzą wszystko, a przynajmniej tak im się wydaje i w kółko paplają o jednym. No ile można?
      Wiesz jak matka kocha swoje dziecko, nie? No.
      Ja spędzałam z Gutkiem do tej pory 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.... przynajmniej chciałam, żeby moje rozmowy dotyczyły czegoś innego ;)

      coś ten boczuś w sobie ma... tak pachnie ładnie... i tak chrupie w zębach jak jest ładnie zrumieniony... echhh ;)

      Usuń
  8. jeny ale ja sama jak sobie wyobrażę takie dziecię mało popłakujące pod mebelkami ... ach nie! nie mogę sobie tego wyobrażać bo mi zaraz TAK przykro

    a jak mi przykrość przechodzi to zmienia się w złość na opiekunkę, że takiego dziecia nie potrafi dostrzec i się nim zająć!

    ... no i widzisz jak ja się zaraz emocjonalnie angażuję ...

    na szczęście tak mnie rozbawiłaś ściśniętymi pośladkami mamusiek znad piaskownicy że prawie zapomniałam o incydencie z popłakiwaniem ;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Linko, ja nie mam pretensji do opiekunki, bo dziewczyna jest jedna na I zmianie i druga na II zmianie i ma pod sobą 25 dzieci... do pomocy jest jeszcze jedna pani, ale na to taka dochodząca jest. Wychowawczyni poza tym, że musi zająć się dziećmi, to też jest zobligowana do wypełnienia programu przedszkolnego (!) Te panie, na które Gutek trafił i tak są bardzo fajne i przytulają go i w ogóle, ale wiem też, że nie mogą patrzeć tylko na niego ;) Bolesne, ale prawdziwe...
      On też się musi nauczyć i uporać z własną tęsknotą... wiedziałam że będzie trudno, bo jesteśmy do siebie bardzo przywiązani. I siedzę i beczę czasami, ale wiem, że i tak dla niego to lepsze.
      Za rok byłoby jeszcze gorzej prawdopodobnie. A wtedy już obowiązkowo musiałby chodzić ;)

      Usuń
  9. Mój na razie to taki twardziel, ale jestem bardzo ciekawa, jak będzie jak już nam się w końcu coś urodzi. Czy też będzie taki miętki... ;-)))

    Ech, ja też nie lubię bloku i tak bardzo chciałabym mieszkać w domku.. ale o tym już smędziłam nie raz. W każdym razie zazdraszczam.
    Matko, to rzeczywiście tak strasznie na tych placach zabaw? nie wyobrażam sobie, że można gadać tylko o kupach, ząbkach i innych takich. Masakra...

    Ps. Za ten boczek to będzie z premedytacją jak nic! ;-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Julcia.... mój też był twardziel. I jak się wymądrzał, że on by strzelił w tyłek jedno z drugim jak niegrzeczne, a tu kuku... przy Gutku zamienia się w pluszaka ;)
      Tak jest ze wszystkimi twardzielami, przekonasz się sama ;)

      Nie wiem czy na wszystkich placach zabaw tak jest... pewnie zależy od osiedla ;) Ja ostatnio zauważyłam, że najlepiej mi na zupełnie obcych placach, gdzie nikt nas nie zna. Wtedy mogę bezkarnie siedzieć i czytać i nie muszę się silić na pogawędkę gdy Gutek szaleje ;)

      Usuń
  10. Ja kiedys jezdzilam autobusem wszedzie, mieszkalam w miescie i mowilam, autka mi nie trzeba, swietnie sobie radze.... teraz tylka nie rusze bez autka :D

    analogicznie powiem, ze od zawsze mieszkam w bloku i chwale sobie , ze nie musze zamiastac, lisci grabic, sniegu odgrniac, plewic w ogrodku bac sie, ze mnie okradna jak pojade na wakacje itp itd... saaaame zalety niby :D ale wiem, wiem, jakby domek mi sie trafil to tak szybko jaz z autobusu do autka bym sie przeisadla:D i wszystkie plusy mieszkania w bloku rozplynelyby mi sie he he... wiec poki co ciesze sie tym co mam :D i pielegnuje moje blokerskie plusiki :)

    a na boczku i maselku zrobie sobie jutro jajecznice... a nie w sobote :( bo jutro nie zdaze.. heh w sobote tez nie :( kurcze, a tak sobie smaka zrobilam a tu nie ma kiedy ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Loruszo... dopóki się nie spróbuje, to się nie wie, co się traci.
      Mnie trochę przerażało mieszkanie w domu, bo całe życie na blokach spędziłam i nigdy nie sądziłam, że tyle frajdy będzie mi sprawiało koszenie trawy (pełen relaks;), pielenie chwastów, odśnieżanie czy inne takie. Człowiek sam jakoś się rwie do pracy, żeby mieć czyściutko i ładnie koło domu :)
      Złodziei jakoś się nie boję ;) Mam czujnych sąsiadów i wiem, że zaraz by reagowali jakby tylko ktoś obcy się zakręcił koło domu :)

      Usuń
  11. Najpierw idę po ciacho, wiadomo: przez drożdżówkę:) (chwilę później) Ciamk, ciamk, ciamk...:) U mnie pewno będzie z tym przedszkolem podobnie. Maczek, nawet jak dzisiaj rano mnie nie było, bo pojechałam na badania, płakał mężowi. Potem Mu przeszło.;) Będę silna, będę silna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bądź, bądź ;)
      Ja wczoraj jechałam po południu do lekarza, to krzyku narobił strasznie, bo nie chciał mnie samej puścić... ;)
      łatwo raczej nie będzie Maryanko. Też jesteś z synkiem w domu to wiesz jak bardzo człowiek się przywiązuje. I ten mały i ten duży ;)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...