19 cze 2010

Z ONETU: 18 MIESIĘCY

Skoro mamy dzisiaj 19 czerwca, to znaczy, że moje dziecko kończy osiemnaście miesięcy. Półtora roku to nie jest tak wiele, ale nam przez ten czas świat się wywrócił do góry nogami.
Ale od początku.
Ponoć w trakcie porodu coś tam się wydziela w mózgu i matki pomimo bólu, widząc swoje dziecko umierają ze szczęścia…. ponoć….. bo mnie się nic nie wydzieliło. Umierałam ze zmęczenia, bólu, pragnienia, samotności (M wygonili z sali), a jak zobaczyłam Gutka, to tylko ucieszyłam się, że jest zdrowy i pocałowałam w usteczka…. na nic więcej nie było mnie stać. „Najcudowniejsza chwila w życiu” była dla mnie męczarnią, a fakt że Gutek był dzieckiem planowanym, że prace nad nim trwały miesiącami i że bardzo na niego czekaliśmy, niczego nie zmieniał. 
W ciągu kilku sekund po porodzie spadł na mnie taki ciężar odpowiedzialności, że nie potrafiłam sobie z nim poradzić. 
To M po raz pierwszy go przebierał, kąpał, ubierał, czesał… ja bałam się, że powyrywam mu te malusie nóżeczki i rączki. 
Płakałam ze strachu, gdy M po raz pierwszy wychodził do pracy i przez 10 godzin byłam sama z dzieckiem. Wszystkiego się bałam. Ponieważ nie mieliśmy nikogo do pomocy, to sami uczyliśmy się wszystkiego, niejednokrotnie na błędach. 
Burza hormonów, problemy z laktacją, ból fizyczny, niewyspanie… wszystko złożyło się u mnie  na klasycznego baby bluesa. Okazało się, że miłości do własnego dziecka trzeba się również nauczyć.

Szybko jednak wyszło, że Gutek ma sporo cierpliwości dla nas, i że w zasadzie nie potrafi płakać, nawet jak był głodny to tylko chrumkał jak małe prosiątko ;) Wyjątek stanowiła kąpiel. M zajmował się całymi przygotowaniami, a przy okazji w ramach relaksu (trochę go to stresowało,  że maluch boi się wody;) dawkował sobie schowany przeze mnie rum :) W ciągu miesiąca obalił całą butelkę, a w raz z nią skończyły się dziecięce krzyki. Woda stała się dla niego jednym z najlepszych przyjaciół.

A jaki jest nasz 18-miesięczny bohater?
Gutek ma zainteresowania typowo chłopięce…. Żadne lalki, żadne misie… nic z tych rzeczy. To co fajne ma kabel, wtyczkę, świeci, mruga, da się rozłożyć na czynniki pierwsze, można na tym użyć śrubokrętów etc. etc. Kiedyś na placu zabaw dorwał wózek dla lalek jakiejś dziewczynki…. Już myślałam, że coś się w dziecku obudziło, coś drgnęło, ale nie! Wywalił go do góry nogami i zaczął kółka demontować ;)
Jest prawdziwym koneserem zegarków. Żaden nie ujdzie jego uwadze, nieważne czy wisi na ścianie, czy na czyjejś ręce…. Wszędzie wypatrzy.
Atrakcją dla niego jest piec u mojej babci, która to kochana moja (91 lat leci) rozpala nawet w upał, żeby prawnuk miał radochę ;)
Z Gutka to prawdziwy gaduła. Dużo mówi w swoim własnym języku, ale też zna sporo słów powszechnie używanych. Właściwie codziennie uczy się czegoś nowego. Na przykład wczoraj w kolejce w warzywniaku wykrzykuje: kapka!!
Ja:kapka???? – pytam i wzrokiem omiatam półkę w poszukiwaniu czegoś co może przypominać kapkę.
G:kapka!!! – trochę głośniej
Ja:a gdzie jest kapka?
G:tu! – i pokazuje paprykę….
Na smoczek mówi mniam mniam, ale też mniam mniam jest wszystko, co mu mama da do zjedzenia (kwestia intonacji). Bardzo chwali moją kuchnię i to właściwie jedyna osoba, która zaraz po pierwszym kęsie stwierdza, że coś jest: mniaam, mniaam!!!
Świetnie naśladuje różne zwierzątka…. Nieliczni próbują go zagiąć indykiem, sową, słoniem – nic z tych rzeczy – wszystko trajkoce jak katarynka.  Mamy mnóstwo książeczek i z nich się uczymy. Lubi czytać więc każdy dzień rozpoczynamy i kończymy bajkami (to ma po mnie ;)
Codziennie pokonujemy kilkadziesiąt schodów, ucząc się przy okazji liczyć do ośmiu (tyle mamy schodów). Najlepiej mu idzie dwa (wa)i trzy (ciiiiii – koniecznie rozciągając).
Jeśli chodzi o jedzenie to nie jest zbyt wybredny, jedyną rzeczą jakiej nie lubi jak do tej pory to wątróbka. Zje cytrynę, oliwki (z czosnkiem, solo, z papryką), kapary, szparagi, wszelakie warzywa, mięsa, lody, owoce. I gdyby nie mama, która wyznacza mu pewne granice, to ważyłby 20kg więcej.
Wygląd?
Proszę bardzo….. przez długi czas to była skóra zdjęta z taty, jedynie co to kolor oczu (piękne, czyste niebieskie) miał po mnie. Obecnie jednak słyszę, że zrobił się podobny również do mnie i że ma moje spojrzenie. Za to oczy zrobiły mu się dwukolorowe, zupełnie jak u taty tylko, że M ma tęczówkę zieloną na zewnątrz, a bliżej źrenicy brązową, a Gutek w barwach niebiesko – zielonych. 
Gabaryty ma również po tatusiu. Urodził się duży i długi i tak mu już zostało. Większość ludzi patrząc na niego myśli, że od września do przedszkola idzie, bo wzrostem nie odbiega od najmłodszych przedszkolaków. Pamiętam, że jak miał 7 miesięcy to różne osoby pytały mnie, dlaczego on ciągle jest w wózku lub na rękach, dlaczego go nie puszczam, żeby sobie pobiegał. Zawsze musiałam tłumaczyć, że ma dopiero 7 miesięcy i że zaczął raczkować… biegać jeszcze nie potrafi.
Na placu zabaw najwięcej czasu spędza (ku mojemu przerażeniu) w piaskownicy, w której to się tarza jak mały piesek. Po powrocie do domu jest wkładany od razu do wanny (pamiętajcie, dzieci dzielą się na: brudne i nieszczęśliwe).

Gutek jest jak małpka, wszędzie się wspina i ze wszystkiego i wszystkich robi sobie drabinkę. Przeszłam już niejeden zawał patrząc na jego wyczyny… a ile razy go w locie złapałam to ho ho ;)

Niby mały, a już nami manipuluje… gdy coś przeskrobie to łapie się za policzki, robi oczy jak kot ze shreka po czym wydaje z siebie słodkie: buu i wie, że żadne z nas nawet jeśli coś piśnie to szybko się uciszy… nie ma innej na to rady.

Właściwie to nasze dziecko boi się krzyku (tak! są małżeństwa, które na siebie nie krzyczą;) także jak wpada do nas siostra z dziećmi to w ciągu jednej takiej wizyty potrafi się schować we mnie kilkakrotnie (wszyscy oni mówią głośno i jednocześnie z naciskiem na głośno ;)

Nasz syn jest świetnym tancerzem. Od pierwszych taktów poguje łebkiem i macha rączkami. Rodzaj muzyki nie stanowi dla niego problemu. Czy to klasyka, rock, ludowizna…. przy wszystkim się świetnie bawi ;) Od pierwszych swoich dni kiwał się z nami w takt kołysanek G.Turnaua  i M. Umer (są świetne! Bardzo polecam na prezent! Podobają się zarówno dzieciom jak i dorosłym). Ostatnio nasz syn przejawia również zdolności wokalne…. Może za jakiś czas założą  z tatą zespół ;)
 

90% swojego czasu spędza ze mną, stąd pewnie robi nam się maminsynek (trochę mnie to przeraża – bo co jak nagle rypnę?). Śmieszy go mama, która siada za kierownicą (why?;) lub jak śpiewa Dorotkę (najfajniejszy jest fragment ta malusia, ta malusia – normalnie boki zrywać;). A mama, mimo, że czasem ma naprawdę dość i ma ochotę iść se w łeb strzelić (zamiast tego, zamyka się na chwilę w pokoju, próbuje kwiatu lotosu, zen i nirwany jednocześnie) to i tak w życiu nie wróciłaby do czasów przedgutkowych. 

   

PS 1. Wiem, że ten post może być dla Was nudny,ale chcę go sobie zachować na pamiątkę, żebym mogła za jakiś czas się cofnąć i zobaczyć jakie postępy zrobił mój Gutek.
PS 2. Trochę dodałam, bo mi się przypomniało ;)
PS 3. Gutek - to nie skrót od Gustawa ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...